W dzieciństwie zafascynowany byłem kreskówką „Pomysłowy Dobromir” . W bajce tej tytułowy bohater (taka mini wersja MacGuyvera na miarę PRL-u) w cudowny sposób odmieniał otoczenie pomysłami spod znaku „zrób to sam”. W śledzeniu jego przygód, towarzyszyła mi bezgraniczna wiara w to, że aby wpaść na genialny pomysł wystarczy puknąć się w czoło małą, żółtą piłeczką. Po latach, na całe szczęście, nie poszedłem w jego ślady i wszelkie budowy, a tym bardziej politechniki omijam szerokim łukiem. Z tamtych czasów pozostał mi jednak zapał do projektowania różnych, wesołych przedsięwzięć, które co i rusz staram się przemycać na antenę radia.