Pierwszy Światowy Dzień Ubogich obchodzony był również w Koszalinie

20-11-2017

Odbył się w Domu Miłosierdzia Bożego, który już od 5 lat pomaga potrzebującym

Podziel się ze znajomymi
Bp Edward Dajczak w jadłodajni Domu Miłosierdzia Bożego w Koszalinie
Bp Edward Dajczak w jadłodajni Domu Miłosierdzia Bożego w Koszalinie | Karolina Pawłowska "Gość Niedzielny"
Wspólna modlitwa, uroczysty dwudaniowy obiad przy stołach nakrytych obrusami i śpiew- tak w sobotę w Koszalinie obchodzony był Pierwszy Światowy Dzień Ubogich.

Pomoc bezdomnym, samotnym, uzależnionym udzielają m.in. wolontariusze Domu Miłosierdzia Bożego oraz Caritas. Obchody Pierwszego Światowego Dnia Ubogich w Koszalinie rozpoczęły się Mszą św. w kaplicy Domu Miłosierdzia Bożego. Eucharystii przewodniczył biskup diecezjalny Edward Dajczak, który w homilii przestrzegał przed obojętnością wobec ubogich i zachęcał do solidarności z ludźmi potrzebującymi. "Miłości do człowieka uczy nas Chrystus w wieczerniku, który pochylony do nóg ludzi, obmywa je. Jezus uczy nas, jak służyć innym"- mówił bp i modlił się o umocnienie dla osób zagubionych życiowo i ubogich.

Po Eucharystii biskup zjadł obiad wraz z osobami bezdomnymi, uzależnionymi od alkoholu, samotnymi, a także z osobami starszymi, które nie są już w stanie same gotować, więc przychodzą do jadłodajni. Tym razem było około 100 osób, ale w tygodniu jest ich nawet dwa razy tyle. Na stole pojawił się rosół, kotlety schabowe, a także drożdżowe babki.

Z zaproszenia na obiad skorzystała m.in. poruszająca się o kulach 85-letnia p. Amelia, która przyznaje, że obiadów już sama nie gotuje. "Nie mogę nic zrobić sama, bo mam już ręce takie drętwe, 'drewniane'. Mam córkę w Koszalinie i bardzo mi pomaga, ale jest zapracowana, więc na obiady tutaj przychodzę. To dla mnie wielka pomoc"- przyznaje.
Na obiad z biskupem, ale i w pozostałe dni, przychodzi też 87-letnia pani Zofia. W Koszalinie mieszka 1,5 roku, przeprowadziła się po śmierci męża. Emeryturę ma niską, około tysiąca złotych, bo całe życie pracowała na gospodarce. Przyznaje, że nie jest łatwo, ale nie narzeka, bo może liczyć na wsparcie córki i wnuczki.

Ubóstwo, zdaniem ks. Radosława Siwińskiego, który od 5 lat prowadzi Dom Miłosierdzia Bożego, to jest choroba duszy. "Te wszystkie osoby, które do nas trafiają, to dlatego, że zabrakło im siły, by się podnieść z trudnych doświadczeń życiowych, bo były np. długi, nałogi. Dlatego dziś potrzebne są miejsca, gdzie się szeroko spojrzy na człowieka, nie wystarczy dać jedzenie i odzież, chociaż od tego trzeba zacząć. Trzeba dotrzeć do ich serca, dać nadzieję"- wyjaśnia ks. Siwiński.

"Musimy być miodem na ludzkie strapienie"- dodaje ks. Siwiński i opowiada: "Jestem wstrząśnięty historią 61-letniej pani Darii. Przyszła tu i opowiada, że w l. 80-tych w wypadku zginął jej mąż i dwoje dzieci. Na początku nie mogła się pozbierać psychicznie, ale po jakimś czasie ponownie wyszła za mąż i urodziła córeczkę. To dziecko zmarło na białaczkę w wieku 11 lat. Mąż zmarł dwa lata później. I ona mówi do mnie takie słowa 'Proszę księdza, ja nie mam siły już sama funkcjonować. Czy mogę się przytulić do was do końca życia?' To jej odpowiedziałem, żeby została z nami na zawsze".

Wkrótce, kiedy temperatury spadną do zera, na ulicach Koszalina pojawią się też Patrole Miłosierdzia. Tworzyć je będą wolontariusze Szkolnych Kół Caritas i ratownik medyczny, którzy także odwiedzać będą bezdomnych, częstując ich ciepłym posiłkiem, kanapkami i gorącą herbatą. 

Alicja Górska



 


sonda w jadłodajni w Domu Miłosierdzia Bożego
p. Iza, mieszkanka Domu Miłosierdzia Bożego w Koszalinie
Kamil Tomasiak, tzw. Apostoł Bożego Miłosierdzia, wolontariusz
ks. Radosław Siwiński z Domu Miłosierdzia Bożego w Koszalinie

Komentarze


Na antenie Radia Plus

Wybierz miasto