We wtorek, 20 lipca, prokuratora rejonowa w Słupsku wszczęła śledztwo w sprawie pożaru, który wybuchł w czwartek, 15 lipca w Lubuczewie. Akcja gaśnicza trwała 20 godzin i wzięło w niej udział dwanaście zastępów państwowej, ochotniczej i wojskowej straży pożarnej. Na miejsce dotarła także Specjalistyczna Grupa Poszukiwawczo-Ratownicza z Gdańska. Budynek, który się palił, czyli popegeerowska drewniano-murowana stodoła runęła w trakcie akcji. W zgliszczach nie znaleziono szczątków ofiar. Na polecenie nadzoru budowlanego rozpoczęły się prace rozbiórkowe. Pokrzywdzonymi są dwaj Ukraińcy, którzy najdłużej pozostali wewnątrz pomieszczenia. Dwóch mieszkańców wsi otworzyło zamknięte od zewnątrz drzwi i pomogło wyjść osobom, które nie były w stanie zrobić tego o własnych siłach. W środku budynku znajdowało się kilkanaście osób, jednak policji nie udało się ustalić kim były i gdzie obecnie przebywają. Według świadków, w stodole były produkowane papierosy i krajanka tytoniowa, jednak policja nie potwierdza tych informacji. Dwaj najbardziej poszkodowani w wyniku pożaru Ukraincy zostali przetransportowani śmigłowcami ze słupskiego szpitala do specjalistycznych jednostek. Z informacji, które prokuratura w Słupsku podała we wtorek wynika, że pierwszy z pokrzywdzonych Ukraińców nadal jest w stanie ciężkim, natomiast drugi – opuścił już szpital.
Wszczęto śledztwo w sprawie pożaru w Lubuczewie
2021-07-21
11:22
Jeden z dwóch pokrzywdzonych Ukraińców nadal jest w ciężkim stanie.