Watykan: akrobaci u papieża

2024-01-18 19:07
Akrobaci u papieża
Autor: Vatican News/Facebook

Mam nadzieję, że wszyscy na świecie rozumieją nasz problem na Ukrainie i że nie jesteśmy sami” – powiedziała akrobatka Angelina Fedorchenko. Podczas audiencji ogólnej w Watykanie występowała przed papieżem i zgromadzonymi pielgrzymami. Była razem z cyrkiem, z którym teraz pracuje. Przygotowane przedstawienie opowiadało o sytuacji u naszych wschodnich sąsiadów.

Jak mówi Radiu Watykańskiemu jedna z czterech Ukrainek w zespole Royal Circus, chodziło o przekazanie pewnego przesłania. „Po pierwsze, aby opowiedzieć o cyrku, a po drugie, aby przypomnieć ludziom o wojnie na Ukrainie” – zaznacza młoda kobieta. Nawiązała do swoich osobistych przeżyć: „Pochodzę z Charkowa. Od pierwszego dnia wojny ludzie, którzy tam mieszkają, nie żyją już tak jak kiedyś. Teraz wszystko jest inaczej (…), nienormalnie. Więc trzeba to skończyć. I bardzo chcę, żeby świat nam pomógł, abyśmy szybciej pokonali to zło, ponieważ (…) nie da się żyć w takich warunkach”.

Jak dodaje Angelina Fedorchenko, na jej osiedlu, Sałtiwce, od samego początku doszło do strasznych zniszczeń. „Ucierpiało moje mieszkanie i wszystkich moich sąsiadów. Moja babcia nadal nie ma okien, a teraz (…) na Ukrainie panuje okropne zimno” – wskazuje. Podkreśla, że najtrudniejsza jest jednak niepewność: „nie wiem, czy ma sens przeprowadzka do nowego domu, bo przecież kolejny pocisk może przylecieć”.

Dodatkowo dochodzi strach o najbliższych, zwłaszcza o członków armii. „Mój tata również pochodzi z Charkowa i obecnie służy w wojsku. I to bardzo smutne, że zarówno on, jak i młodzi mężczyźni są zmuszeni bronić za cenę własnego życia naszej ziemi, naszych miast i wiosek” – wyznaje Angelina.

Akrobatka na stałe nie mieszka tam na miejscu, ale niedawno odwiedziła swoich bliskich. Opisuje Radiu Watykańskiemu, jaka atmosfera panuje wśród mieszkańców: „Nie chcemy być z Rosją. To fakt. Charków nie chce być z Rosją. To fakt. I staraliśmy się to okazać od pierwszych dni”.

Następnie Angelina wspomina, jak poszła zobaczyć północną Sałtiwkę, 20 min. od swojego domu. „Dokładnie pamiętam to osiedle kiedyś – opowiada – wszyscy chcieliśmy tam mieszkać, były tam takie wysokie i piękne budowle. Teraz nie ma nic. Tylko dziury, ogromne dziury w ogromnych budynkach”. I dodaje: „boję się nawet pomyśleć, gdzie są teraz ci ludzie, co się z nimi dzieje i co mogą robić”.

Źródło: Vatican News PL