Z dnia na dzień wzrasta jednak zapotrzebowanie na różnego rodzaju produkty. Chodzi przede wszystkim o żywność, ale nie tylko.
- Pomału kończą się nam zapasy, które miałyśmy. Na bieżąco też dobrze byłoby mieć jogurty czy sery. Jest potrzebna również pomoc materialna, środki czystości różnego rodzaju, artykuły gospodarstwa domowego, ale także do ogrodu, by te panie mogły nam nieco pomóc. Potrzebna jest np. kosiarka bębnowa - mówi s. Stefania Polkowska, przełożona opactwa w Staniątkach.
Wspólnota benedyktynek liczy dziewięć sióstr, większość z nich jest w podeszłym wieku, dlatego nie do zastąpienia przy pomocy uchodźcom jest wsparcie wolontariuszy. Ich jednak również zaczyna brakować.
- Widomo, że pierwsza euforia minęła bezpowrotnie. Jest nas mniej, mamy braki kadrowe. Jeżeli jest ktoś, kto ma chwilę wolnego w ciągu dnia, a chciałby pomóc drugiemu człowiekowi odnaleźć się w trudnej sytuacji, to bardzo serdecznie zapraszamy. Z naszej strony gwarantujemy radość, uśmiech i wdzięczność naszych gości - mówi Anna Front, koordynatorka wolontariatu w klasztorze.
Opactwo w Staniątkach jest najstarszym w Polsce. Ma ponad 800 lat i stanowi jeden z największych zabytków sakralnych na południu kraju.