Bp A. Bab: „Pochodziliśmy z jednej parafii, po latach byliśmy duszpasterzami w tej samej parafii – odszedł od nas człowiek wielkiego i pokornego serca”

2022-11-04 16:00

W 50. roku kapłaństwa zmarł ks. prałat Stanisław Dziwulski, wieloletni proboszcz parafii p.w. Świętego Józefa w Lublinie. W ostatnich latach zmagał się z chorobą nowotworową trzustki. W rozmowie z Radiem Plus Lublin ks. bp Adam Bab, biskup pomocniczy Archidiecezji lubelskiej, wspomina życie, działalność i współpracę ze śp. ks. prał. Stanisławem Dziwulskim.

Bp Adam Bab i śp. ks. prał. Stanisław Dziwulski

i

Autor: Bp A. Bab/Facebook/ Materiały prasowe Bp Adam Bab i śp. ks. prał. Stanisław Dziwulski

Małgorzata Oroń: Księże Biskupie, w weekend będziemy żegnać zmarłego ks. prał. Stanisława Dziewulski, bardzo zasłużonego kapłana dla diecezji i dla Kościoła, ale także dla społeczności Miasta Lublin. Ksiądz Biskup jeszcze przed sakrą biskupią był proboszczem w parafii p.w. Świętego Józefa w Lublinie. To parafia, którą bezpośrednio przejął ksiądz po księdzu Stanisławie. Jakim był poprzednikiem? Jakim był nauczycielem? Czy uczył, podpowiadał prowadzić tak dużą parafię, zróżnicowaną też wiekowo?

Bp Adam Bab: Wydaje się, że ksiądz Stanisław tę parafię pielęgnował w takiej dużej otwartości na to wszystko, co w trakcie jego kapłaństwa działo się w Kościele. Jako pewna propozycja, powiedziałbym, pewnego pogłębiania wiary. To, co było charakterystyczne dla księdza Stanisława to otwartość na różnego rodzaju wspólnoty. W parafii obecne były i wspólnoty chóralne, i harcerze, i dobrze zaopiekowana duszpastersko Liturgiczna Służba Ołtarza, a także Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży. Pewnie duże znaczenie dla stworzenia akurat takiej wspólnoty, takiej jakości miało to, że ludzie, którzy tworzyli parafię z księdzem Prałatem, razem z nim budowali ten kościół. Tak właśnie przez duże K, czyli wspólnotę jaką tworzą, jak i przez małe k, czyli konkretnie tę świątynię, którą razem wybudowali. Ta wspólna droga w budowaniu Kościoła służyła też dużej integracji. Taką parafię zastałem - jako bardzo dobrze zintegrowaną.

MO: Gdy ksiądz przez te sześć lat był proboszczem parafii pw. Świętego Józefa, to ksiądz prałat też służył bieżącą pomocą ze wskazówkami. Może nie narzucał swojego zdania, ale na pewno był takim doradcą. Często takie tematy dyskutowaliście? A jeśli tak, to o jakich tematach mówimy?

Bp A. Bab: Ja przede wszystkim pamiętam takie rozmowy początkowe. Byłem troszkę zaskoczony nawet jego takim stosunkiem do samego siebie, do swojej własnej obecności w tej parafii. Na pewno było dużo powodów do tego, żeby mieć pewną satysfakcję z tworzenia tej wspólnoty, ale też wtedy, kiedy odchodził z urzędu proboszcza, stwierdził, że ta rzeczywistość wokół niego, taka socjologiczna, mentalna zmienia się na tyle, że on uważa, że powinien przyjść ktoś nowy w to miejsce. Właśnie w miejsce proboszcza, dlatego że on jest może uwikłany w pewne myślenie, takie stereotypowe, ale jednocześnie stabilne. Ks. Stanisław czuł, że potrzebne jest nowe spojrzenie. To nie oznacza jakiejś jego bezradności, tylko właśnie, bym powiedział, bardzo twórcze podejście do sprawy. Widząc, że nie da się prowadzić parafii zawsze tak samo. Zmieniają się czasy, zmieniają się ludzie i trzeba na to jakoś zareagować. Zachęcał, żeby być otwartym na nowe inicjatywy. Ogólnie rzecz ujmując, sugerował takie podejście, może bardziej, jeśli tak można powiedzieć, indywidualne, osobiste.

MO: Jest więcej ścieżek, które księdza biskupa łączą ze zmarłym księdzem s. Dziwulskim. Nie tylko parafia Świętego Józefa w Lublinie i duszpasterstwo wiernych na tym terenie, ale pochodzicie także z tej samej parafii w Niedrzwicy Kościelnej k. Lublina. Te Wasze ścieżki życia przeplatały się częściej niż to mogłoby się wydawać w pierwszej chwili?

Bp A. Bab: Akurat właśnie z księdzem Stanisławem to nawet nasze ścieżki przecięły się bardzo intensywnie. Ja o tym mówiłem, kiedy była Msza święta, taka inaugurująca mój pobyt w parafii Świętego Józefa. Wspominałem właśnie moment mojego początku powołania do kapłaństwa, do którego ksiądz prałat przyłożył rękę bardzo dobitnie, a mianowicie mówił kazanie na Mszy świętej prymicyjnej innego księdza pochodzącego z naszej parafii. Ja byłem wtedy lektorem w klasie maturalnej, który rozważał pójście do seminarium, ale nie miałem jeszcze pewności, czy powinienem. Nie miałem takiego jasnego rozeznania - po tym kazaniu to się zmieniło. Pamiętam, jakie to były słowa. Ks. Stanisław mówił wtedy: „o takiej parafialnej radości z faktu, że nowy ksiądz rozpoczyna swoją posługę. I wszyscy się cieszymy. Ale w seminarium jest po nim puste miejsce. Nie możemy o tym zapomnieć. Trzeba wziąć też za to puste miejsce odpowiedzialność, żeby parafia dalej modliła się o powołania i dawała te powołania”. Ja słuchając tych słów i mając te wahania, miałem wtedy takie takie doświadczenie łaski, że ja zajmę to miejsce. I kluczowe były słowa prałata właśnie podczas tego kazania dla mojego przyszłego kapłańskiego życia.

MO: W naszej rozmowie powiedział Ksiądz Biskup o zaangażowaniu księdza Stanisława w duszpasterstwo wiernych, zarówno młodych, jak i starszych. Ks. Dziwulski był też dobrym kolegą, dobrym przyjacielem dla swoich towarzyszy, dla swoich braci w kapłaństwie, dla innych księży. Jak Ksiądz obierał jego osobowość i przyjaźń?

Bp A. Bab: To było widać też w trakcie, kiedy byliśmy razem w parafii Świętego Józefa, dlatego że był często odwiedzany nie tylko przez swoich kolegów, powiedziałbym z czasów studiów seminaryjnych czy okolic tego czasu, ale bardzo licznie odwiedzali go też wtedy wikariusze, w którym pracował. Rzeczywiście, z jednej strony miał z nimi taką relację bardzo przyjacielską, życzliwą, ale też taki właściwy, ojcowski, mądry autorytet. Do niego często przyjeżdżali inni księża, którzy chcieli się poradzić w tej czy innej kwestii. To świadczy też o tym jak bardzo był dojrzały.

MO: Ksiądz Prałat przez ostatnie kilka lat swojego życia walczył z chorobą nowotworową. Ta walka o życie zaczęła się, kiedy ksiądz Biskup był jeszcze proboszczem w parafii Świętego Józefa. Jak wyglądało te ostatnie sześć lat?

Bp A. Bab: Ksiądz prałat podjął decyzję o przejściu na emeryturę trochę wcześniej, niż wynika to z prawa diecezjalnego. Sugerował, że może słabsze ma zdrowie, ale jeszcze wtedy nie wiedział, że trzeba zacząć walkę z bardzo poważną chorobą. Dowiedział się o tym dosłownie w kilka tygodni po podjęciu tej decyzji. W tym sensie może nawet to było jakoś opatrznościowego, że zwolniony z obowiązków duszpasterskich mógł bardziej się skupić na trosce o swoje zdrowie. Ale z drugiej strony też trzeba powiedzieć, że to była bardzo świadomie przeżywana misja. Mieliśmy okazję o tym kilka razy słyszeć. Dużo nie chciał o tym mówić, ale kiedy była okazja, to w paru zdaniach streszczał stan swojego serca, mówiąc, że uczy się pokory. Przeżywa intensywną szkołę pokory w przyjęciu tego cierpienia, a z drugiej strony traktuje to jako łaskę, która powiedziałbym, wieńczy jego życie jako księdza. My, księża, jesteśmy w szczególnej relacji z Panem Jezusem i zazwyczaj tę relację utożsamiam z taką posługą duszpasterską, kapłańską, sakramentalną? Natomiast może rzadziej myślimy o takim utożsamianiu z Chrystusem cierpiącym, ukrzyżowanym, składającym z siebie ofiarę. Ksiądz prałat przyjął tę walkę z chorobą i cierpienie z nią związane bardzo świadomie, tak konsekwentnie i dojrzale. Poza tym, że po ludzku trzeba było się z chorobą zmagać, to ewidentnie też przeżywał to na sposób duchowy, w jedności z Panem Jezusem jako właśnie taką ofiarę, jako po prostu kapłańską posługę. Również na emeryturze.

MO: Jak wyglądało wasze ostatnie spotkanie?

Bp A. Bab: Widzieliśmy się w lecie tego roku na obchodach 50 -lecia jego kapłaństwa. Był wdzięczny, bo oczywiście otaczała go rzesza życzliwych ludzi, nie tylko z parafii Świętego Józefa, ale też z dotychczasowej całej drogi kapłańskiej. Miał taką bardzo skromną postawę. Z pokorą słuchał tych wszystkich podziękowań i prawdziwych słów o jego pięknym posługiwaniu kapłańskim, ale ciągle przypominał, że to łaska, że to wybranie przez Pana Jezusa i jest za to wdzięczny. Jeśli się udało jakieś dobro zrobić, to daje to na chwałę Panu Bogu. Ks. Stanisław przeżywał swój jubileusz bardzo skromnie.

Ks. prał. Stanisław Dziwulski pełnił urząd wikariusza w parafii w Siedliszczu, Józefowie Biłgorajskim, Chełmie, a także w trzech parafiach w Lublinie m.in. w Archikatedrze lubelskiej - skąd został przeniesiony na urząd proboszcza w parafii pw. Świętego Józefa.

Msza św. żałobna zostanie odprawiona w sobotę o godz. 10.00 w kościele pw. św. Józefa w Lublinie.Zaś msza pogrzebowa będzie w niedzielę o godz 14 w w kościele pw. św. Bartłomieja Apostoła w Niedrzwicy Kościelnej. Po Mszy ciało ks. prałata Dziwulskiego zostanie złożone na tamtejszym cmentarzu parafialnym.