Lubelski zespół od początku starał się przejąć inicjatywę w tym spotkaniu, lecz to gospodarze jako pierwsi oddali groźny strzał na bramkę Łukasza Budziłka. Atak Motoru opierał się głównie na kontratakach, które sprawiały rywalom dużo kłopotów, a miejscowi starali się zaskakiwać gości strzałami z dystansu. Przed przerwą lublinianie byli bliscy trafienia, jednak w obu przypadkach zabrakło szczęścia.
Kilka minut po rozpoczęciu drugiej połowy Wisła wykorzystała okazję i po trafieniu Adriana Paluchowskiego objęła prowadzenie. Mimo walki do samego końca Motorowcom nie udało się zdobyć bramki wyrównującej.
- Gratulacje dla rywali. Według mnie Wisła wygrała, bo była bardziej konsekwentna w realizacji swojego planu na mecz. Wykonali to, co sobie założyli, a plan mieli dobry. Oprócz strzałów w pierwszej połowie z 18 metra przeciwnik nie stworzył wielkich sytuacji, ale daliśmy im prezent, który wykorzystali i wygrali zasłużenie. Mecz był rozgrywany w dobrym tempie. Drużyny dobrze się przygotowały na siebie. Mieliśmy posiadanie piłki, ale nic z tego nie wynikało. A to nie jest gra na posiadanie piłki, tylko na bramki. Jak na nas mało pojedynków wygraliśmy w ataku i uważam, że graliśmy z przeciwnikiem, który był dobrze przygotowany, praktycznie nas zneutralizowali. Poza stałymi fragmentami nie byliśmy w stanie stworzyć nic więcej. Druga połowa była podobna, nic nie miało prawa się wydarzyć. Mecz bez stuprocentowej sytuacji bramkowej. Wyszli na 1:0, a potem mądrze i dojrzale zarządzali meczem do końca. Ja oczywiście biorę w stu procentach odpowiedzialność za mecz i wynik, ja prowadzę zespół i zespół gra, jak ja chce. Odpowiedzialny za porażkę jestem ja i tylko ja. To był najsłabszy mecz od kiedy jestem trenerem Motoru. Trzeba uznać, kiedy rywal jest dobrze przygotowany i trzeba umieć to docenić. Przykro mi to mówić, ale uważam, że z punktu widzenia mentalnego ten zespół był zablokowany, ja wiem czym, ale to, że zbliżamy się do możliwego awansu nie powinno nas blokować. To coś, co powinno nas napędzać, a w Puławach tak nie było, a to moja wina. Powinniśmy czuć presję, kiedy przejmowałem zespół na ostatnim miejscu w tabeli. Wyciągnęliśmy się do strefy barażowej, ale znowu jesteśmy poza szóstką, więc jaka presja może tu być? Musimy o tym porozmawiać, bo to jest nienormalne - powiedział po końcowym gwizdku trener żółto-biało-niebieskich, Goncalo Feio.
W następnej kolejce żółto-biało-niebiescy zagrają na Arenie Lublin przeciwko Hutnikowi Kraków. Mecz odbędzie się w niedzielę 30 kwietnia o 14:45.