Podczas konferencji zorganizowanej przy ulach mówiono nie tylko o samym miodzie, ale przede wszystkim o roli zapylaczy w codziennym życiu mieszkańców.
– To miejsce jest wyjątkowe. Znajdujemy się w punkcie o bardzo dużym natężeniu ruchu, a mimo to pszczoły funkcjonują tutaj bez problemu. Każdego roku pracują i przynoszą efekty – mówił prezydent Głogowa Rafael Rokaszewicz.
Miejska pasieka nie powstała jednak po to, by bić rekordy produkcji miodu. Jej głównym celem jest edukacja i budowanie świadomości ekologicznej.
To właśnie dlatego regularnie pojawiają się tu najmłodsi mieszkańcy miasta. Przedszkolaki oglądają ule, poznają życie pszczelej rodziny i uczą się, dlaczego te owady są tak ważne.
– W tym roku było już prawie sto dzieci. Pokazuję im, jak wygląda życie pszczół, opowiadam o ich pracy. Od niedawna mamy też specjalny ul pokazowy, więc można zobaczyć wszystko z bliska – opowiada Wiesław Adamowicz, który opiekuje się pasieką.
Jak podkreślają pszczelarze, bez pszczół trudno wyobrazić sobie funkcjonowanie przyrody, ale i rolnictwa.
– Najważniejsze nie jest to, że dają miód. Ich podstawową rolą jest zapylanie. Dzięki nim rozwijają się rośliny, kwitną drzewa i możliwe są zbiory – tłumaczy Bazyli Chomiak, prezes Rejonowego Koła Pszczelarzy w Głogowie.
Głogowscy pszczelarze tworzą dziś silne środowisko. Koło liczy 125 członków, a część z nich prowadzi tzw. pasieki wędrowne, przewożąc ule tam, gdzie pojawiają się najlepsze pożytki.
Historia miejskiej pasieki pokazuje też coś jeszcze. Mimo że znajduje się w ogólnodostępnym miejscu, przez lata nie dochodziło tam do dewastacji.
– Ludzie pilnują tego miejsca. Widzą, że ma sens. Nigdy nie mieliśmy większych problemów – słyszymy.
To przykład, że nawet w centrum miasta można znaleźć przestrzeń dla natury. I że czasem najważniejsze ekologiczne lekcje odbywają się nie w szkolnej klasie, a kilka metrów od ruchliwej ulicy.
i