Zwierzył się, że kiedy 14 września po raz ostatni odwiedził swojego poprzednika w szpitalu, „nie sprawiał on wrażenia człowieka udręczonego życiem, oddychał spokojnie, tyle że coraz wolniej. Udzieliłem mu błogosławieństwa. Zmarł 10 minut później”. Bp Sawczuk zaznaczył, że bp Dydycz nie bał się śmierci. Czasami o niej wspominał, ale zawsze ze spokojem, z przekonaniem, że taka jest naturalna kolej rzeczy.
Zdaniem ordynariusza diecezji drohiczyńskiej, o tożsamości zmarłego biskupa świadczy jego testament, w którym przedstawił się jako biskup, kapucyn i syn ziemi polskiej.
Mówiąc o jego kapucyńskim powołaniu, bp Sawczuk zauważył, że „głosił i wprowadzał w życie franciszkańskie hasło: pokój i dobro, a czynił to w czasach, gdy wielu ludzi prezentuje dążenia przyziemne, myśli nie o tym, by nieść pokój i dobro, ale raczej marzy o pokojach i dobrobycie”.
Ordynariusz drohiczyński zwrócił też uwagę na patriotyzm bp Dydycza: „Ileż patriotycznych kazań, konferencji i spotkań, odbytych w nadziei, że choć w niewielkim stopniu przyczynią się do umocnienia poczucia dumy z bycia Polakiem, zwiększenia bezpieczeństwa i pomyślności rodaków”.
Bp Sawczuk podkreślił na zakończenie, że jego poprzednik nie żył dla siebie i dla siebie nie umiera. „Żył dla Pana i dla innych. Również umarł dla Pana, zaopatrzony w sakramenty, otoczony bardzo liczną rzeszą wiernych, którzy pragną spłacić choć niewielką cząstkę długu wdzięczności”.
Źródło: Krzysztof Bronk/ www.vaticannews.va