Ów zwyczaj przeniesiono m.in. na krzyże. Znak ten od pierwszych wieków istnienia chrześcijaństwa był postrzegany jako symbol paschalnej wiktorii Chrystusa Pana nad grzechem i śmiercią. Stąd też nie były na nim umieszczane artystyczne wyobrażenia umęczonego Jezusa. Krzyże były wysadzane drogocennymi minerałami właśnie jako znak Jego zwycięstwa i chwały związanej z Jego zmartwychwstaniem, co było też połączone z nadzieją naszego zmartwychwstania.
Kiedy w wiekach średnich na krzyżu zaczęły się pojawiać figury Pańskie, były to wizerunki tryumfującego królewskiego Chrystusa, z koroną na głowie, w ozdobnych i drogich szatach. Dlatego na czas Wielkiego Postu, okresu pokuty i wyrzeczeń, zakrywano krzyże oraz święte obrazy. W ten sposób uwaga wiernych jeszcze bardziej koncentrowała się na męce i śmierci Jezusa jako początku drogi ku odkupieniu.
Aby znaleźć biblijne uzasadnienie tej tradycji, odwoływano się do tekstu Ewangelii według św. Jana: „Porwali więc kamienie, aby je rzucić na Niego. Jezus jednak ukrył się i wyszedł ze świątyni” (J 8, 59). Wcześniej zakrywano krzyże i obrazy w całym Wielkim Poście. Od mniej więcej XVII stulecia tradycja ta obejmowała czas od V Niedzieli Wielkiego Postu do końca liturgii Wielkiego Piątku (obrazy odsłaniano tuż przed rozpoczęciem sobotnich obrzędów Wigilii Paschalnej).
Po reformie kalendarza liturgicznego, która była pokłosiem Soboru Watykańskiego II i miała miejsce w 1969 r., postanowiono, że ową tradycję można zachować, jeśli taka jest wola poszczególnych konferencji biskupów w danym państwie. Tak właśnie jest w naszym kraju.
Źródło: Ks. Jan Powroźnik, niedziela.pl