Kard. Ryś na odpuście Emaus: Wiele by się zmieniło w Kościele, gdybyśmy wypracowali kulturę przyjęcia

2026-04-06 21:44

– Tylko wtedy, kiedy człowiekowi towarzyszysz, słuchając go, on się czuje przez Ciebie przyjęty. Wiele by się zmieniło w naszym Kościele, gdybyśmy wypracowali taką właśnie kulturę przyjęcia – mówił kard. Grzegorz Ryś podczas tradycyjnego odpustu Emaus w parafii Najświętszego Salwatora w Krakowie.

Odpust w parafii Najświętszego Salwatora w Krakowie-Salwatorze

i

Autor: Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej/ Materiały prasowe Odpust w parafii Najświętszego Salwatora w Krakowie-Salwatorze

Na początku Mszy św. parafianie i ks. Stanisław Sudoł, proboszcz parafii Najświętszego Salwatora przywitali kard. Grzegorza Rysia na najstarszym odpuście w Krakowie, który jest obchodzony już od XII wieku.

W czasie homilii kard. Grzegorz Ryś drogę do Emaus nazwał „niewygodną”, bo jest to „droga niewiary”. Zaznaczył, że w Ewangelii św. Łukasza „droga wiary” polega na tym, że się za Jezusem idzie do Jerozolimy, tymczasem Łukasz i Kleofas uciekają z Jerozolimy, jakby chcieli odwrócić swoje życie, a przecież przez ostatnie miesiące szli za Jezusem.

Metropolita krakowski zwrócił uwagę, że ci uczniowie uciekają, bo są przestraszeni – zmartwychwstanie najwyraźniej kojarzy im się z rozpoczęciem na nowo historii, której mają już dość. Idą do „Emaus”, co znaczy „ciepłe źródła” – chcieliby wejść do basenu z ciepłą wodą, zapomnieć o wszystkim, zresetować się. – To jest ich niewiara – mówił kardynał, zauważając, że to jest dziś powszechna rzeczywistość, która dotyczy tych wszystkich, którzy mają dość tego, czego doświadczyli w Kościele. W tym kontekście wskazał na członków rodziny i sąsiadów, którzy przestali chodzić do kościoła, dzieci, które zrezygnowały z lekcji religii czy tych, które nie chcą zawierać sakramentalnych małżeństw.

Bardzo dobrym kawałkiem tej Ewangelii metropolita krakowski nazwał z kolei ten moment, w którym Jezus dołączył się do uczniów idących do Emaus. – Jezus dołączył do ludzi, którzy idą w złym kierunku – zauważył kardynał, obliczając, że ponad jedenastokilometrową trasę przemierzali w około trzy godziny i Jezus poświęcił im cały ten czas. – On nam towarzyszy na naszych drogach niewiary – podkreślał kard. Grzegorz Ryś, zwracając uwagę, że Jezus uważnie słucha swoich uczniów.

Kardynał zaznaczył, że w Kościele tę rzeczywistość nazywa się dzisiaj „towarzyszeniem duchowym”, które zastąpiło wcześniejsze „kierownictwo duchowe”. – Towarzyszenie jest czymś bardziej skomplikowanym. Bardziej słuchasz, idziesz z kimś i nie masz od razu w sobie tego pragnienia: „ustawię go”. (…) Tylko wtedy, kiedy tak człowiekowi towarzyszysz, słuchając go, on się czuje przez Ciebie przyjęty. Wiele by się zmieniło w naszym Kościele, gdybyśmy wypracowali taką właśnie kulturę przyjęcia – mówił metropolita krakowski zauważając, że to Jezus dołączył do uczniów. – To było Jego pragnienie – towarzyszyć ludziom, którzy się ewidentnie zgubili i jeszcze ich słuchać – przyjąć ich takimi, jakimi są – dodawał, zaznaczając, że w takich okolicznościach nie dziwi, że uczniowie zaprosili Jezusa do stołu. Podkreślił, że gdy zaprasza się Jezusa, to wtedy On przejmuje inicjatywę, co przejawia się w ogłoszeniu Słowa i łamaniu chleba, czyli sprawowaniu Eucharystii.

Metropolita krakowski zauważył, że Jezus jest kluczem do rozumienia Bożego Słowa. – Jezus budzi wiarę w tych dwóch uczniach, którzy ją stracili; budzi wiarę, dając im Słowo – mówił kardynał. Dodał, że łamanie chleba przeznaczonego do spożycia jest czynem miłości. – Eucharystia jest takim miejscem, gdzie my się uczymy być razem, gdzie my się uczymy być jedno. W tym sensie jest też znakiem wszystkiego, co w Kościele nazywamy przestrzenią charytatywną – mówił kard. Grzegorz Ryś.

Zwrócił także uwagę, że Ewangelia nie kończy się na zniknięciu Jezusa, ale na biegu uczniów z powrotem do Jerozolimy, bo serce w nich się „rozpaliło”. – Niewiara polega na tym, że Twoje serce przestaje pracować sensownie – nic ci się nie chce; ciepła woda… Ale posłuchali Słowa i doświadczyli przełamanego chleba i ich serce teraz wali – mówił kardynał, zauważając, że to, co spotkało uczniów, sprawiło, że nie mogą tego zatrzymać dla siebie, tylko muszą podzielić się tym doświadczeniem z innymi. – Tak jak się rozpoznajemy najpierw w Łukaszu i Kleofasie, w takich biednych bidokach, potem możemy się rozpoznać w Jezusie, w tym Jego sposobie budzenia wiary u ludzi, którzy kiedyś Mu byli najbliżsi, a teraz Go porzucili, ale On potrafi ich pozyskać w taki konkretny sposób, niewinny, a potem potrafi z nich na nowo zrobić apostołów. To musi być o nas. To musi być o krakowskim Kościele – zakończył kardynał.

Przed błogosławieństwem proboszcz ks. Stanisław Sudoł podziękował wszystkim uczestnikom liturgii na czele z metropolitą krakowskim. Uroczystość zakończyła procesja eucharystyczna i dziękczynne „Te Deum”.

Źródło: Archidiecezja Krakowska