Papież w porcie Arguineguín – „porcie hańby”

2026-06-11 16:44

Do rozpoznawania Boga w ubogich i przybyszach wezwał Leon XIV na spotkaniu z organizacjami niosącymi pomoc migrantom w porcie w Arguineguín na Wyspach Kanaryjskich.

Port hańby
Autor: Vatican News/ Facebook

Ojca Świętego powitali: biskup Wysp Kanaryjskich, José Mazuelos Pérez, przedstawiciele Kościoła, władz regionu, organizacji zajmującymi się przyjmowaniem migrantów hiszpańskiego archipelagu. Przybyciu papieża towarzyszył śpiew i entuzjastyczne okrzyki zgromadzonych na jego cześć.

Witając Ojca Świętego bp Pérez zaznaczył, że splatają się tam ból i nadzieja. To nabrzeże, nazywane niekiedy „portem hańby”, było świadkiem przybycia tysięcy ludzi uciekających przed głodem, wojną i ubóstwem. Pokonując jedną z najniebezpieczniejszych tras migracyjnych świata, ryzykowali wszystko, by żyć godnie. Zwrócił uwagę, że migracja odsłania głębokie rany współczesnego świata – nierówności, przemoc i brak perspektyw – ale jednocześnie stwarza przestrzeń dla solidarności, spotkania i braterstwa. Podkreślił, że obecność papieża w tym miejscu jest znakiem nadziei. Przypomina, że nikt nie jest nie zauważony, każde życie ma wartość, a obojętność nie może być odpowiedzią na ludzkie cierpienie.

„To miejsce, które poniosło ciężar cierpienia, może również stać się symbolem gościnności, sprawiedliwości i humanizmu. A dzisiaj, dzięki Twojej wizycie Ojcze  Święty, czynimy krok w kierunku tej przemiany. Każdy migrant to konkretna twarz, a nie liczba. Godność ludzka przewyższa wszelkie przepisy prawne, a wrażliwość nie umniejsza godności, lecz wymaga większej ochrony” – stwierdził hierarcha. Wyraził wdzięczność ratownikom, instytucjom publicznym, organizacjom humanitarnym i kościelnym oraz wolontariuszom, którzy każdego dnia niosą pomoc i przywracają nadzieję tym, którzy jej najbardziej potrzebują.

Pierwsze świadectwo złożył Tito Villarmea, kapitan Służby Ratownictwa Morskiego, który od 18 lat pełni służbę w Ratownictwie Morskim. Wraz ze swoim zespołem uratował ponad 20 tysięcy osób. Jak zaznaczył, za tą liczbą kryją się ludzkie historie, cierpienie i nadzieja. Przytoczył historię matki, która po uratowaniu swojej rodziny założyła córce ukryte wcześniej kolczyki, by przywrócić jej tożsamość i godność. „Jako ojciec dwóch córek głęboko przeżyłem tę chwilę” - wyznał. „Oby nadszedł dzień, gdy nikt nie będzie zmuszony ryzykować życia na morzu. Do tego czasu będziemy nadal robić wszystko, aby ratować każdego człowieka potrzebującego pomocy” – zapewnił kapitan Tito Villarmea.

Następnie głos zabrała wolontariuszka Caritas, María Reyes Alemán Cruz. Zaznaczyła, że parafia św. Jana Apostoła i Ewangelisty w czasie kryzysu migracyjnego udzielała pomocy średnio 170 migrantom dziennie, zapewniając żywność, odzież, schronienie i wsparcie. Wyznała, że wobec ogromu potrzeb często odczuwała bezsilność, mogąc zaoferować jedynie podstawową pomoc i życzliwą obecność. „Szybko jednak zrozumieliśmy, że najważniejsze jest towarzyszenie człowiekowi w jego trudnej drodze. Dzięki zaangażowaniu wolontariuszy, wspólnot parafialnych i Caritas nauczyliśmy się budować nadzieję poprzez proste gesty: wysłuchanie, pomoc w codziennych potrzebach czy okazanie bliskości. To doświadczenie pokazało nam, że każda osoba ma niezbywalną godność, a Ewangelia staje się żywa tam, gdzie przyjmujemy drugiego człowieka. Każdy migrant to nie problem do rozwiązania, lecz historia, którą należy przyjąć i której trzeba towarzyszyć” - zaznaczyła.

Odczytano także świadectwo ofiary handlu ludźmi – kobiety z Nigerii, która ze względów bezpieczeństwa nie mogła być obecna. W wieku 22 lat podjęła decyzję o wyjeździe z kraju, pozostawiając swoje dwie córki, którym chciała zapewnić lepszą przyszłość. Mafia zmusiła ją do przyjęcia długu w wysokości 25 000 euro. Przez sześć miesięcy żyła w nieludzkich warunkach, czekając na możliwość przeprawy do Europy. Po dotarciu do Hiszpanii zaszła w ciążę z mężczyzną związanym z mafią, a po narodzinach odebrano jej dziecko, aby zmusić ją do prostytucji. Była wykorzystywana i pozbawiona wolności. Dopiero interwencja policji pozwoliła jej odzyskać syna. Od tej chwili, dzięki wsparciu Kościoła i pracowników socjalnych, odzyskała nadzieję i wiarę w siebie. 

Jako ostatnie, świadectwo przedstawiła latynoamerykańska przedsiębiorczyni, 55-letnia María Fernanda López Meza. Przyjechała do Las Palmas de Gran Canaria w 1997 roku w poszukiwaniu lepszej przyszłości. Początki były bardzo trudne – zdarzało się, że nie miała dachu nad głową. Mimo to nie straciła wiary i konsekwentnie pracowała na swoją szansę. Pracowała na bazarze, w restauracji, a następnie przez 20 lat w firmie remontowej, gdzie zdobyła doświadczenie zawodowe. Kilka lat temu założyła własną firmę remontowo-budowlaną. Dziś zatrudnia sześć osób, a firma nadal się rozwija. Jak stwierdziła, jej historia pokazuje, że dzięki pracy, wytrwałości i wsparciu innych można pokonać nawet największe trudności. 

Nawiązując do słów odczytanego fragmentu Ewangelii (Mt 25, 41-45) o Sądzie Ostatecznym Leon XIV zwrócił uwagę, że stajemy wobec ludzi, którzy przybywają zranieni, pozbawieni wielu rzeczy, ale nigdy swojej godności. Chrystus pyta nas, czy potrafimy Go rozpoznać w tych, którzy docierają do naszych brzegów po drodze przez lęk, przemoc i niebezpieczeństwo.

Mówiąc o powołaniu Piotra do łowienia ludzi (Łk 5, 10) papież stwierdził, że Kościół nie może nie ratować i nie prowadzić do życia. Dziś to wezwanie staje się bardzo konkretne: dotyczy ludzi tonących w morzu obojętności, wyzysku i przemocy. Przypomniał, że morze w Biblii symbolizuje chaos i zagrożenie. Także dziś staje się miejscem dramatu, gdzie działają handlarze ludźmi i gdzie wielu ginie w drodze po życie. „Kościół nie może pozostać niemy wobec tych, którzy zostają pozostawieni na pastwę jego fal” - stwierdził Ojciec Święty.

Dziękując za wypowiedziane świadectwa Leon XIV zaapelował o nawrócenia spojrzenia, aby zobaczyć w migrancie nie „przypadek” ani „liczbę”, ale człowieka – brata, siostrę, dziecko Boga. Zaznaczył, że miłosierdzie zaczyna się od prostych gestów, które mogą ocalić życie. Podziękował wszystkim, którzy niosą pomoc i towarzyszą potrzebującym.

Odnosząc się z kolei do słów ofiary handlu ludźmi papież stwierdził, że „każde ludzkie życie jest błogosławieństwem Boga. Nikt nie może go kupić, sprzedać, wykorzystać ani odrzucić, ponieważ w każdej osobie jaśnieje obraz i podobieństwo Stwórcy”. „Jeśli inni wyznaczyli cenę twojemu ciału, Bóg nigdy nie przestał patrzeć na ciebie jak na kogoś bezcennego. Jeśli chcieli uwięzić cię w przeszłości naznaczonej bólem, Bóg nadal ogłasza nad tobą obietnicę przyszłości. Jeśli potraktowali cię jak rzecz, Kościół chce ci dziś powiedzieć: jesteś córką i siostrą, jesteś błogosławieństwem. Twoje życie nie należy do tych, którzy cię skrzywdzili; twoje ciało nie należy do tych, którzy cię wykorzystali, a twoje dni nie należą do tych, którzy chcieli skuć je kajdanami lęku. Twoje życie należy do Boga i zachowuje godność, której nikt nie może ci odebrać. My zaś chcemy iść razem z tobą, aż ta prawda znów stanie się w twoim sercu silniejsza niż ból” – powiedział papież kierując swoje słowa do pochodzącej z Nigerii kobiety.

Leon XIV podkreślił, że migranci nie są problemem ani statystyką – są osobami z historią i marzeniami. Trzeba chronić ich życie i nie dawać się zwieść fałszywym obietnicom, które prowadzą do tragedii. Zaznaczył, że ten dramat jest wezwaniem do odpowiedzialności dla całego świata: krajów pochodzenia, tranzytu i przyjęcia, a także dla Europy i wspólnoty międzynarodowej. Potrzebne są bezpieczne drogi migracji, ochrona życia i skuteczna walka z przestępczością.

„Oby historia nie musiała nas oskarżyć o to, że ból cierpiących uczyniliśmy zwyczajnym pejzażem naszych wybrzeży. Bo dziś, tutaj, nad brzegiem morza, każde życie, które przybywa, pyta nas, co pozostało z naszego człowieczeństwa. Prędzej czy później okaże się, czy potrafiliśmy go strzec, czy też pozwoliliśmy, by przemówiła za nas obojętność” – powiedział papież na zakończenie swego przemówienia.

W prezencie Ojciec Święty otrzymał ceramiczną misę z łodzią na morzu, motywem ilustrującym los migrantów.

Leon XIV na nadbrzeżu wrzucił wieniec kwiatów ku pamięci ofiar migracji morskiej. Tych, którzy zginęli uczczono minutą ciszy. Następnie papież pobłogosławił i okadził krzyż wykonany z drewna pochodzącego z łodzi migrantów. Udzielił apostolskiego błogosławieństwa i chwilę modlił się przed figurą Matki Bożej z Karmelu, patronki Wysp Kanaryjskich. Na zakończenie pozdrowił grupę wolontariuszy i migrantów.

Z portu papież pojechał do katedry św. Anny. Po drodze papież otrzyma złoty klucz do miasta od burmistrz Las Palmas de Gran Canaria, Caroliny Darias.

Port Arguineguín, położony na południowym wybrzeżu wyspy Gran Canaria, nadal nazywany jest „portem hańby”, ponieważ w 2020 roku w ciągu tygodnia przybyło tam około 3000 migrantów. Zbiegło się to z wybuchem sytuacji kryzysowej związanej z koronawirusem. Z Mauretanii i Senegalu, z Maroka i Sahary, migranci przybywali na pokładach senegalskich cayucos i pateras, prowizorycznych łodzi. Jednak z powodu pandemii nikt nie mógł wejść do portu: tylko Caritas przygotowała się do pomocy rozbitkom, dostarczając żywność i środki medyczne. 

Wyspy Kanaryjskie są najbliższym punktem docelowym w Europie. Z wybrzeży Afryki „marzenie” o godnej i lepszej przyszłości dzieli od 100 do 200 kilometrów morza.

Źródło: ekai