Chodzi o atak w Qlaya. Jak opowiadał watykańskim mediom franciszkanin ojciec Toufic Bou Merhi, ks. Pierre pobiegł razem z kilkudziesięcioma innymi osobami, aby pomóc parafianinowi. W tym momencie nastąpił kolejny nalot na ten sam dom i proboszcz został ranny. Przewieziony do lokalnego szpitala, tam zmarł.
Leon XIV, jak podaje komunikat watykański, „z niepokojem śledzi rozwój sytuacji i modli się o jak najszybsze zakończenie wszelkich działań wojennych”.
Ks. Pierre al-Rahi, znany również pod francuskim imieniem Pierre el-Raï, wraz z innymi księżmi odmówił wcześniej wykonania rozkazu izraelskiego wojska dotyczącego ewakuacji chrześcijańskiej wsi Qlayaa, maronickiej wsi liczącej około 8000 mieszkańców, położonej w dystrykcie Marjayoun, kilka kilometrów od granicy z Izraelem.
Izraelskie siły zbrojne przeprowadziły intensywną kampanię bombardowań podejrzanych bastionów Hezbollahu w południowym Libanie, na południu Bejrutu i w dolinie Bekaa, aby wykorzenić wspierane przez Iran bojówki i ich broń. Bojownicy Hezbollahu są znani z tego, że ukrywają się m.in w chrześcijańskich wioskach na południu. Niektóre doniesienia prasowe podają, że uzbrojeni bojownicy wkroczyli na ten obszar.
„Jesteśmy zmuszeni pozostać pomimo niebezpieczeństwa, kiedy bronimy naszej ziemi, i robimy to pokojowo. Nikt z nas nie nosi broni. Wszyscy nosimy pokój, dobroć i miłość” – powiedział al-Rahi stacji telewizyjnej France24 na schodach swojego kościoła w Qlayaa 8 marca, dzień przed śmiercią.
Jednak kilkadziesiąt tysięcy libańskich cywilów uciekło już ze swoich domów w obawie przed dalszą przemocą w dystrykcie Marjayoun.
Źródło: ekai