Krzyż jest dziełem włoskiego rzeźbiarza Andrei Trisciuzziego, który ponad dwadzieścia lat temu pobłogosławił św. Jan Paweł II, aby stanął na dwóch biegunach ziemi. Jego 18-metrowa kopia stoi też w Sanktuarium Madonna della Corona koło Werony. Rektor tego sanktuarium mons. Martino Signoretto, proboszcz parafii Sacra Famiglia z Werony don Flavio Bertoldi oraz prezes stowarzyszenia Totus Tuus Mirko Zanini ofiarowali dwie kopie tego krzyża Archidiecezji Krakowskiej (Diecezja Werony w czerwcu tego roku zawarła diecezjalne porozumienie z Archidiecezją Krakowską, któremu patronują św. Zenon i św. Stanisław BM). Jedna z nich stanęła na dziedzińcu krakowskiej kurii, a druga trafiła do kaplicy włoskiej w Sanktuarium św. Jana Pawła II na Białych Morzach.
Pierwsza z kopii krzyża została pobłogosławiona przy Franciszkańskiej 3 w liturgiczne wspomnienie św. Karola Boromeusza – patrona chrzcielnego Karola Wojtyły, który w Pałacu Arcybiskupim najpierw mieszkał jako alumn, następnie przyjął święcenia diakonatu i prezbiteratu, a później mieszkał także jako arcybiskup metropolita krakowski.
Abp Marek Jędraszewski komentując słowa Jezusa o krzyżu zwrócił uwagę, że zadaniem chrześcijan jest naśladowanie Chrystusa w dźwiganiu krzyża. – Każdy z nas ma własny, niejako skrojony dla siebie, na miarę swoich możliwości, powołania i otrzymanej łaski. To droga naszego chrześcijańskiego powołania – iść za Chrystusem aż do końca – mówił metropolita krakowski.
Odnosząc się do krucyfiksu autorstwa Andrei Trisciuzziego zwrócił uwagę, że Jezus, przybity do krzyża, „wzywa innych, wyciągając do nich swą rękę, aby w pełni utożsamili się z Jego krzyżem i niejako dali się do niego wraz z Chrystusem przybić i w taki sposób ukazali się światu dla jego zbawienia”. Zaznaczył, że najbliżej wyciągniętej ręki Chrystusa znajduje się Ojciec Święty Jan Paweł II. – To jakby zapowiedź tego, co wydarzyło się w ostatni Wielki Piątek jego życia – mówił metropolita krakowski nawiązując do wtulania się papieża w krzyż w papieskiej kaplicy na Watykanie, gdy nie mógł po raz pierwszy osobiście wziąć udziału w drodze krzyżowej przy Koloseum. – Swoje cierpienia w widzialny, a przy tym w symboliczny sposób łączył, na wzór św. Pawła, z cierpieniami Chrystusa, dla dobra Jego ciała, którym jest Kościół – mówił arcybiskup dodając, że tę prawdę wyrażają też inne postaci widoczne na krzyżu – kobieta, mężczyzna, matka z dzieckiem, drugi mężczyzna. – Oni zdążają wzwyż, odpowiadając na wołanie Chrystusa – objaśniał.
Wskazał także na postać pod krzyżem – człowieka siedzącego ze spuszczoną głową, który przypomina słynną rzeźbę „Myśliciel” Auguste’a Rodina. – Jakby nie chciał spojrzeć w górę, jakby się bał ujrzeć rękę Chrystusa, która go wzywa, by przyciągnąć do siebie. Nie wiemy, co dalej się z nim stanie. Jak w jego przypadku potoczą się dzieje łaski – mówił metropolita.
Podziękował gościom z Werony, którzy ofiarowali krzyż. – Niech mówi o Tym, który do końca nas umiłował. Niech przyciąga nas do Tego, który został wywyższony nad ziemię. Niech sprawia, że nie pozostaniemy skuleni, wewnętrznie zamknięci, niekiedy wręcz zrozpaczeni i samotni. „W krzyżu cierpienie. W krzyżu zbawienie. W krzyżu miłości, nauka” – zakończył.
W uroczystości na dziedzińcu Kurii Metropolitalnej uczestniczyli uczniowie szkoły w Nowej Wsi. Wcześniej w kaplicy Arcybiskupów Krakowskich odprawił dla nich Mszę św. dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Ogólnego. Ks. Jacek Bernacik odwołał się do słów Karola Wojtyły o swoim ojcu: „Ojciec, który umiał od siebie wymagać, w pewnym sensie nie musiał wymagać od syna. Patrząc na niego, nauczyłem się, że trzeba samemu sobie stawiać wymagania i przykładać się do spełnienia własnych obowiązków”. W tym kontekście dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Ogólnego mówił o samodyscyplinie przyszłego papieża w pracy (nauce), modlitwie i odpoczynku. Podkreślił jego pracowitość i sumienność. Zaznaczył, że także w modlitwie i odpoczynku trzeba być solidnym i Karol Wojtyła bardzo o to dbał, chociaż czasem mu to nie wychodziło, bo – jak zaznaczył ks. Jacek Bernacik – świętość nie polega na byciu idealnym.
Druga kopia tego samego krzyża została pobłogosławiona w kaplicy Matki Bożej Loretańskiej w dolnym kościele sanktuarium św. Jana Pawła II na Białych Morzach. – Wiemy, jak krzyż był ważny dla św. Jana Pawła II, jak w niego się wpatrywał, w niego się tulił i nim żył – tajemnicą krzyża, paschy, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa – mówił kustosz papieskiego sanktuarium ks. Tomasz Szopa. Witając abp. Marka Jędraszewskiego zwrócił uwagę, że także dla metropolity krakowskiego krzyż jest bardzo ważny, czego echo znajduje się chociażby w jego zawołaniu biskupim „Scire Christum”, które nawiązuje do słów św. Pawła, który w Liście do Koryntian pisał: „Postanowiłem bowiem, będąc wśród was, nie znać niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego (1Kor 2,2).
Przed pobłogosławieniem krucyfiksu abp Marek Jędraszewski zwrócił uwagę, że ten szczególny krzyż „pokazuje na Chrystusa, który wzywa, by zbliżyć się do niego”. A pierwszą postacią, którą to czyni jest św. Jan Paweł II Wielki. W tym kontekście metropolita krakowski przypomniał, że papieskie sanktuarium powstało na terenach dawnej fabryki Solvay, w której w czasie wojny pracował młody Karol Wojtyła. – To miejsce ciężkiej pracy, miejsce cierpienia, stało się jego wznoszeniem się ku Bogu – mówił arcybiskup zauważając, że w tym właśnie czasie w 1941 r. niespodziewanie zmarł ojciec przyszłego papieża. – Jako szczególne następstwo niespodzianej śmierci ojca poczuł wezwanie Chrystusa do kapłaństwa. To się tutaj zaczęło i ten krzyż także wskazuje to dźwiganie się Karola Wojtyły w stronę Chrystusa ukrzyżowanego – zaznaczył metropolita krakowski.