- Bardzo szybko, bo 28 lutego podjęliśmy decyzję, że musimy utworzyć tymczasowe miejsca pobytu dla uchodźców - mówi Monika Zielińska, prezes organizacji. 7 marca mieliśmy już pierwszych gości zza naszej wschodniej granicy. Mamy dom na ulicy Rudzkiego, tam jest 26 osób. To 10 osób dorosłych i 16 dzieci w wieku od kilku miesięcy do nastolatków. Dzieci bardzo to przeżywają. Mamy osoby, które uciekły w pierwszych dniach wojny ale są też tacy, którzy mają za sobą ostrzały czy bombardowania. To są ogromne przeżycia. Niektóre osoby zupełnie nic nie mówią, inni potrzebują tej rozmowy. Dzieci do tej pory budzą się z płaczem. Ludzie zostawili tam wszystko a ich domy są w zgliszczach.
Bractwo uruchomiło też drugi dom w Bystrzejowicach Trzecich, tam są 42 osoby. Część uchodźców chce zostać w Polsce, inni chcą wrócić do swojego kraju kiedy skończy się wojna, pozostali czekają na załatwienie formalności by udać się w drogę na zachód Europy. W mieszkaniach gwarantujemy prywatność. Każda rodzina ma swój pokój, my pomagamy im w wyżywieniu. Część osób znalazła już pracę lub jej szuka. Uchodźcy sami załatwili sobie numer PESEL a dzieci uczestniczą w zdalnym nauczaniu po ukraińsku.
Do tego, około 70 osób z Ukrainy przychodzi do Kuchni Brata Albert by codziennie zjeść gorący posiłek. Dla swoich podopiecznych Bractwo organizuje jeszcze w piątek 25 marca i sobotę 26 marca zbiórkę żywności. Listę sklepów i tego, jakie produkty można przekazać znajdą Państwo na stronie albert.lublin.pl