- Pierwsze osoby trafiły do naszego domu we wtorek, 1 marca. Rodziny, które gościliśmy u siebie przyjechały do Polski swoimi samochodami. Byliśmy z nimi w kontakcie od momentu, kiedy dojechali do granicy, do chwili, kiedy dotarli do naszego domu. To wszystko trwa długo, od oczekiwania na granicy, włączając w to przejazd przez Polskę. Wynika to z tego, że za kierownica siedzą kobiety, które do tej pory nie jeździły w tak długie trasy. Samochód, który trasę z granicy do Lublina mógłby przejechać w dwie godziny, jedzie wolniej i podróż trwa dwa razy dłużej - mówi Pani Ola.
Jak dodaje: - Jedna rodzina była połączona, czyli kobieta przyjechała z dwójką swoich dzieci i miała tez pod opieką dziecko kuzynów. Kolejna rodzina, to mama, tata i czwórka dzieci. Te osoby nocowały u nas w domu przed dalszą droga. Jeśli zaś chodzi o uchodźców, których odbieraliśmy z granicy i zawoziliśmy w głąb Polski, to już były mamy z dziećmi.
W komunikacji pomógł translator, który tłumaczył sms-y z języka polskiego na ukraiński. Z powodu wojennych zniszczeń uchodźcy często musieli bardzo okrężną drogą docierać do polsko-ukraińskiej granicy. - Są często bardzo przemarznięci. Nawet jeśli po przekroczeniu granicy wolontariusze oferują ciepły napój czy gorący posiłek, to gdy wsiądą do samochodu, chcą, żeby o razu jechać. Dopytują też po kilka razy w sms-ach, czy na pewno ktoś po nich przyjedzie, czy ktoś będzie na nich czekał. Jest w nich sporo strachu. Są tez bardzo wdzięczni i jak powiedziała jedna z pań po przekroczeniu granicy: "trafiła z piekła do nieba" - mówi Pani Ola.
Decydując się na to, by pojechać na granicę po uchodźców, trzeba się liczyć z tym, że oczekiwanie na nich może potrwać bardzo długo. W samochodzie warto mieć ze sobą termos z gorącą herbatą. Wolontariusze radzą też, by zaopatrzyć się w środki na chorobę lokomocyjną a dla dzieci przydadzą się elektrolity. Maluchy są często przemarznięte po długim oczekiwaniu na odprawę.
Pani Ola z mężem gościli w swoim domu uchodźców z Kijowa i Żytomierza. Z przejścia granicznego w Medyce odwozili do Wrocławia i stolicy Ukraińców, którzy uciekli z Kijowa i Mikołajewa.