- Rok, sezon miodowy dla Motoru dobiegł końca. O ile mogliśmy przymknąć oko na takie porażki w tamtym sezonie, gdy byliśmy beniaminkiem, w tym sezonie nie możemy przegrywać meczu w takiej różnicy bramkowej. To nie do zaakceptowania i nie ma na to przyzwolenia. Niestety musimy przełknąć tą porażkę i iść dalej. Na pewno Pogoń była bezwzględna w sytuacjach, które miała, bo zawodnicy Pogoni praktycznie przy każdym momencie, który łapali, dokumentowali to bramką. My natomiast przy stanie 2:1 do przerwy, kiedy w szatni rozmawiamy o tym, żeby trzymać mecz przy życiu jak najdłużej i nie rzucać się od razu jakby kontrolować przebieg spotkania, próbując strzelić tą bramkę, bo cały czas mieliśmy kontakt. Nie możemy sobie pozwolić na stratę bramki już na początku w 49. minucie, bo ona znacznie nam utrudniła to, aby złapać Pogoń. Rywalom ułożyła na tyle mecz, że mogli grać z kontrataku - powiedział po meczu trener Motoru, Mateusz Stolarski.
- Oczywiście, przy czterech straconych bramkach będziemy się skupiać na na obronie zespołu. Natomiast my licząc ten mecz oddajemy 17 strzałów z pola karnego. Licząc Arkę Gdynia tworzymy również na tyle dużo sytuacji, żeby kończyć ten wynik z więcej niż jedną bramką. Ostatecznie w dwóch spotkaniach strzelamy dwie bramki, co jest zdecydowanie za mało na to, co kreujemy. Tutaj odpowiedzialność nie leży tylko po stronie zawodników z linii defensywnej, ale również odpowiedzialność leży po stronie zawodników z linii ofensywnej. Jestem rozczarowany podstawą zespołu jeśli chodzi o wynik spotkania. Ten mecz mógł być w innych wymiarach niż 4:1 dla Pogoni, a nam pozostaje nic innego jak dalej pracować i mieć świadomość tego, że musimy być lepsi - analizował szkoleniowiec lubelskiej drużyny.
Okazja do rehabilitacji już w najbliższą niedzielę. 3 sierpnia Motor podejmie na Arenie Jagiellonię Białystok. Pierwszy gwizdek o 17:30.