Żółto-biało-niebiescy otworzyli wynik w piątej minucie spotkania. Mimo nad rywalem na boisku, zabrakło kolejnej bramki, która by to udokumentowała. Sytuację lubelskiej drużyny skomplikowało zaranie ręką w polu karnym jednego z Motorowców. Efektem był rzut karny i wyrównujący gol dla Termaliki. Po nim ekipa z Małopolski dostałą wiatru w żagle. - Sami sobie zgotowaliśmy ten remis - uważa trener Motoru, Mateusz Stolarski.
- Grając dobre spotkanie, poza 10 minutami drugiej połowy, kiedy rzeczywiście Termalika zdobyła bramkę z rzutu karnego, miała bodajże sytuację po stałym fragmencie gry i jeszcze jedną jedną szansę, to tak naprawdę uważam, że nie zamykając tego meczu, sprawiliśmy właśnie, że daliśmy szansę nieprzewidzianej sytuacji, jaką jest często sprawdzanie na VAR ręki. Przeciwnik zdobył bramkę na 1:1 i potem miał swój dobry moment, trzeba tutaj przyznać, że dobre zmiany w wykonaniu trenera Brosza. Natomiast potem Fabio Ronaldo miał wystawioną piłkę praktycznie też na 11 metrze i to mogłaby być nasza mocna odpowiedź. Zagraliśmy dobry mecz, naprawdę dużo rzeczy w tym meczu się zgadzało, ale jak nie strzelasz, nie zamykasz meczu, to możesz mieć pretensje tylko do siebie. Szacunek dla Termaliki, że wróciła do gry. Ciekawie budowany zespół, ciekawy trener. My nie jesteśmy zadowoleni z punktu. Przed nami kolejny mecz - dodał szkoleniowiec żółto-biało-niebieskich.
Wspomnianym przez Mateusza Stolarskiego kolejnym meczem będzie spotkanie z Zagłębiem Lubin. Motor Lublin zagra z "Miedziowymi" w najbliższą niedzielę, 21 września. Pierwszy gwizdek o 12:15.