Przed meczem byliśmy świadkami jubileuszowego show. O odpowiednie rozpoczęcie zawodów zadbali lubelscy Sztukmistrze oraz kibice, którzy przygotowali przedmeczowej oprawy.
- Mieliśmy poczucie takiego spełnienia i dumy być w tym wyjątkowym dniu dla Motoru, dla klubu, dla społeczności. Jest to bardzo ważne wydarzenie. Byliśmy godnymi gospodarzami tego widowiska, bo zagraliśmy naprawdę dobry mecz. Nie jestem usatysfakcjonowany chyba dziewiątym remisem, ale nie mogę mieć pretensji do zawodników, że oni nie chcieli tego spotkania przysłowiowo przepchnąć, ani nie chcieli reagować na wydarzenia. Stworzyliśmy wystarczająco dużo sytuacji, żeby zdobyć dwie bramki. Oczywiście mogliśmy oddać więcej cel strzałów, ale do tych sytuacji dochodziliśmy. Zaprezentowaliśmy piłkę na swoim poziomie. Oczywiście w drugiej połowie zespół z Białegostoku miał swój moment, nawet dłuższy, bo trwał około 20 minut, ale to jest normalne, to jest Ekstraklasa. Mieliśmy dwie sytuacje, które mogliśmy zamienić na bramkę. Mam trochę deja vu z poprzedniego meczu tutaj u nas. Dopuściliśmy, a tak naprawdę stworzyliśmy sytuację Jagiellonii, która zakończyła się bramką. Wykorzystali moment nieuwagi i przegrywaliśmy 1:0. Następnie nasza szybka odpowiedź i rzut karny wykorzystany przez Karola Czubaka. Jagiellonia też miała sytuację, też nie była tłem tutaj dla nas. Wręcz przeciwnie, grała dobry mecz, mimo że uprawia inną dyscyplinę sportu, bo od wielu, wielu miesięcy gra co trzy dni i tutaj była też dobrze dysponowana. Natomiast no możemy czuć niedosyt po tym spotkaniu i taką sportową złość. Natomiast nie możemy czuć rozgoryczenia z postawy zespołu. Jestem tą postawą usatysfakcjonowany, bo zrobiliśmy wystarczająco dużo, żeby to spotkanie wygrać. Jest 14 grudnia i gramy przy komplecie publiczności, kiedy pogoda nie dopisuje - powiedział trener Motoru, Mateusz Stolarski.
Teraz przed piłkarzami Ekstraklasy półtora miesiąca przerwy. Na boiska zawodnicy Motoru wrócą 1 lutego przyszłego roku. Zmierzą się wtedy na Arenie z Pogonią Szczecin.