Dla uchodźców z centralnej i wschodniej Ukrainy pierwsze dni w Polsce są trudne. Jak mówi Pani Marianna Bartosiuk, która pochodzi z Łucka i pomaga rodakom w Lublinie: - Potrzeba czasu by osoby, które uciekły z koszmaru wojny, oswoiły się z tym, że miejsce, w którym są jest bezpieczne. Te kobiety, które przyjeżdżają teraz, one chcą po prostu pobyć same. Zamykają się w pokoju nie dlatego, że nie chcą podziękować czy porozmawiać. Według mnie potrzebują psychologicznej pomocy lub potrzebują 2-3 dni, żeby zrozumieć, że jest cicho i spokojnie.
- Oni wyszli w tym, co mieli na sobie lub czasami mieli tylko jedną parę rzeczy na zmianę. Ważne dla nich jest to, by mieli kontakt z tymi, którzy zostali w Ukrainie. Dla takiej kobiety, która porozmawia przez telefon ze swoim mężem i usłyszy, ze w tej chwili u niego jest w porządku, oznacza, ze może na przykład pójść i zjeść śniadanie czy obiad. Mimo, że wiele osób uciekło już z terenu działań wojennych, to pamiętają, ze tam zostali ich bliscy. Chcą być z nimi w kontakcie i śledzą też wiadomości o wojnie w Ukrainie - dodaje Pani Marianna.