Mówił również o powojennych wyzwaniach, z jakimi mierzyła się diecezja lubelska i jej nowy pasterz. - Kiedy został mianowany biskupem lubelskim, postanowił przyjąć święcenia biskupie na Jasnej Górze. W liście do wiernych diecezji lubelskiej z jej okazji ingresu napisał: "Przychodzę wprost z Jasnej Góry od pośredniczki wszelkich łask. Na swej tarczy biskupiej niosę pogodną, choć zoraną bliznami twarz matki". A przemawiając w tej katedrze podczas ingresu, tak mówił do wiernych: "W oczach waszych widzę życzliwość i oddanie nie tylko dla nieba, ale także dla tego świętego posłannictwa Bożego, w imię którego staję dzisiaj przed wami, pełen lęku i niepokoju. Czy podołam zadaniu, czy ziszczę wasze tęsknoty i nadzieje?" W diecezji lubelskiej czekało na młodego biskupa niełatwe zadanie. Wojna zostawiła spustoszenia materialne i moralne. Częściowo zniszczona katedra potrzebowała odnowy. To samo można było powiedzieć o wielu innych kościołach - powiedział w homilii arcybiskup Budzik.
- Nowy biskup podjął dzieło odbudowy kościelnych murów, ale także dzieło odtworzenia struktur duszpasterskich. Zależało mu na kurii biskupiej, wydziale duszpasterskim, wydziale szkolnym. W ciągu niepełna trzech lat zwizytował ponad 80 parafii, co stanowiło 1/3 rozległej diecezji, większej niż obecna. Protokoły z tych pasterskich odwiedzin to bezcenny materiał historyczny. To świadectwo i dowód jego mądrości i spostrzegawczości. Szczególną troską otaczał młodzież, inteligencję, robotników. Wiele uwagi poświęcał Katolickiemu Uniwersytetowi Lubelskiemu. Wiele troski i miłości kierował w stronę seminarium duchownego i gimnazjum biskupiego. Jego praca duszpasterska w Lublinie była w pewnym sensie poletkiem doświadczalnym dla jego późniejszych zadań i działań w Warszawie, w Gnieźnie, w całej Polsce - podkreślił metropolita lubelski.
Biskup Stefan Wyszyński pełnił swoją posługę w diecezji lubelskiej w latach 1946-1948.