Próby zamachów na torach kolejowych
Na trasie Warszawa-Lublin doszło do dwóch aktów dywersji. Podczas pierwszego, w miejscowości Mika, eksplozja ładunku wybuchowego zniszczyła tor kolejowy. Natomiast w okolicy Puław pociąg z 475 pasażerami musiał nagle hamować z powodu uszkodzonej infrastruktury.
Zdarzenia te miały charakter intencjonalny, miały swoich sprawców i ich celem było doprowadzenie do katastrofy w ruchu kolejowym
– poinformował w Sejmie Donald Tusk.
Jak wyjaśnił, sprawców udało się ustalić dzięki sprawnemu działaniu polskich służb i prokuratury, a także w wyniku współpracy z sojusznikami.
Znane są już tożsamości sprawców, jednak ze względu na prowadzone operacje nie podam teraz ich nazwisk. Jedna z podejrzewanych osób to obywatel Ukrainy, skazany przez sąd we Lwowie w maju tego roku za akty dywersji. Drugi to mieszkaniec Donbasu. Obaj przedostali się do Polski z Białorusi, tuż przed zamachami– mówił Premier.
Natychmiast po dywersji, podejrzani opuścili Polskę przez przejście graniczne w Terespolu. Uniemożliwiło to ich identyfikację przez służby. Wszystkie ich dane, razem z wizerunkami, są w posiadaniu prokuratury.
Akty dywersji przebiegały w odstępach czasowych. Pierwszy polegał na zamontowaniu na torze obejmy stalowej, która miała prawdopodobnie doprowadzić do wykolejenia pociągu. Zdarzenie to miało zostać utrwalone przez zamontowany w obrębie torowiska telefon komórkowy. Na szczęście próba okazała się zupełnie nieskuteczna – przekazał Prezes Rady Ministrów.
Drugie zdarzenie polegało na detonacji wojskowego ładunku wybuchowego, przy pomocy specjalnego urządzenia, sterowanego przewodowo.
Ładunek eksplodował podczas przejazdu pociągu towarowego relacji Warszawa-Puławy, nie doprowadzając do jego wykolejenia, a jedynie do niewielkiego uszkodzenia podłogi wagonu. Maszynista nawet nie odnotował tego zdarzenia – powiedział szef rządu.
W sprawie wyjaśnienia aktów dywersji Polska jest w kontakcie z sojusznikami. Trwają działania, aby ustalić wszystkich odpowiedzialnych i ich współpracowników.
Polska celem rosyjskiej dywersji
Od dwóch lat nasz kraj musi mierzyć się z dywersją, która podejmowana jest na zlecenie obcych służb.
Chciałbym, żeby wszyscy wiedzieli, że policja, służby specjalne i prokuratura pracują w takim przypadku zawsze z niezwykłym poświęceniem i intensywnością– zaznaczył Donald Tusk.
Pierwszy akt dywersji w Polsce miał miejsce w styczniu 2024 roku we Wrocławiu, gdzie podpalono skład farb. Bardzo groźnym zdarzeniem było także podpalenie kompleksu handlowego przy ul. Marywilskiej w Warszawie.
W sumie, jeśli chodzi o akty dywersji, zatrzymaliśmy do tej pory 55 osób, w tym 23 osoby zostały aresztowane. 28 osób zostało wydalonych. W ostatnim czasie zatrzymano także 8 osób za próby rozpoznania różnych obiektów strategicznych– podkreślił Premier.
We wszystkich przypadkach związanych z dywersją i aktami wywiadowczymi, identyfikowana jest współpraca z rosyjskimi służbami, które zlecały te zadania.
Rosyjska dywersja przeprowadzana jest na tej samej zasadzie, nie tylko w Polsce, ale także w innych krajach europejskich.
Ten model jest bardzo podobny. Do tego typu akcji najmuje się obywateli z innych państw, najczęściej z Ukrainy– poinformował szef rządu.
Rosji zależy nie tylko na bezpośrednim efekcie dywersji, ale także na konsekwencjach społecznych i politycznych. Chodzi o propagowanie dezorganizacji, chaosu, paniki, spekulacji i niepewności.
Źródło: Gov.pl