Zmowa na rynku pracy? UOKiK stawia zarzuty
Zgodnie z wtorkowym komunikatem urzędu antymonopolowego, zarzuty dotyczące zmowy na rynku pracy zostały skierowane przeciwko spółce Dino Polska oraz firmom transportowym: Euro Finannce, Jar-Trans, Martrans Logistics i Mati-Trans. Ale to nie wszystko. Postępowanie toczy się również wobec pięciu osób fizycznych: trzech menedżerów związanych z Dino Polska oraz po jednym z Martrans i Mati-Trans. Ci menedżerowie mogli być osobiście odpowiedzialni za wprowadzanie w życie niedozwolonych ustaleń, które mogły krzywdzić pracowników i zakłócać wolną konkurencję.
Jak relacjonuje UOKiK, podejrzewane działania przedsiębiorców miały jeden, wspólny cel: zatrzymanie u siebie dotychczasowych pracowników, drastyczne ograniczenie ich rotacji oraz zminimalizowanie kosztów rekrutacji. „Wiedząc, że inne firmy nie zaoferują pracownikom wyższej pensji, sami nie musieli podnosić ich wynagrodzeń, które mogły być niższe niż w warunkach uczciwej konkurencji” – wskazał urząd, ujawniając mechanizm, który mógł prowadzić do zaniżania płac.
Dowody, które mogłyby potwierdzać tę nielegalną praktykę, UOKiK pozyskał podczas przeszukań w siedzibach wymienionych firm. Zgromadzony materiał, jak podaje urząd, wskazuje na to, że przedsiębiorcy mogli uzgodnić, iż firmy transportowe nie będą zatrudniać kierowców pracujących wcześniej u innych uczestników porozumienia. Szczególnie bulwersujący jest tu tzw. okres karencji. „W ciągu trzech miesięcy, określanych przez przedsiębiorców jako okres karencji, kierowca nie mógł przejść do innego przewoźnika-pracodawcy, który również obsługiwał sieć handlową Dino” – podkreślił UOKiK, co w praktyce oznaczało blokowanie możliwości zmiany pracy i negocjowania lepszych warunków.
Urząd podejrzewa, że to właśnie Dino Polska mogła być inicjatorem i głównym organizatorem całego systemu. To ta spółka miała weryfikować, czy dany kierowca może wjechać na teren centrum dystrybucyjnego, a wszelkie odstępstwa od ustalonych zasad wymagały jej zgody. „Spółka mogła wywierać presję na przewoźników, aby nie zatrudniali kierowców objętych »karencją«” – dodał Urząd, wskazując na dominującą rolę giganta handlowego w tej potencjalnej zmowie.
Analiza zebranego materiału doprowadziła do postawienia zarzutów czterem firmom transportowym. UOKiK wyjaśnił, że zarzuty nie objęły części mniejszych podmiotów z sektora MŚP, ponieważ ich potencjalny udział i wpływ na konkurencję uznano za ograniczony. Takie podejście ma pozwolić na skuteczniejsze skoncentrowanie działań urzędu na podmiotach, które mają największy wpływ na rynek.
Co grozi Dino i menedżerom?
Podejrzewana zmowa to tzw. no-poach agreements, czyli porozumienia, które są zabronione, ponieważ bezpośrednio oddziałują na kluczowy element konkurencji – wysokość wynagrodzeń oferowanych pracownikom. Zdaniem Urzędu, takie praktyki mogą prowadzić do tego, że pensje pracowników są niższe lub nie rosną w takim stopniu, jak miałoby to miejsce w warunkach uczciwej konkurencji.
Prezes UOKiK Tomasz Chróstny, cytowany w komunikacie, nie pozostawia złudzeń co do powagi sytuacji: „Ograniczanie pracownikom możliwości zatrudnienia i zmiany pracy to praktyki kojarzące się z XIX wiekiem, a nie z nowoczesną gospodarką. Rynek pracy powinien opierać się na wolnym wyborze, negocjowaniu warunków zatrudnienia i uczciwym konkurowaniu firm o pracowników. Dlatego przedsiębiorcy, którzy łamią prawo, muszą się liczyć z poważnymi konsekwencjami — kara za udział w zmowie to nawet 10 proc. obrotu. Menedżerom z kolei grozi sankcja do 2 mln zł”.
UOKiK przypomniał również o istnieniu programu łagodzenia kar (leniency). Dzięki niemu, zarówno przedsiębiorcy uczestniczący w nielegalnym porozumieniu, jak i menedżerowie odpowiedzialni za zmowę, mają szansę na obniżenie, a nawet uniknięcie sankcji finansowych. Warunkiem jest współpraca z prezesem UOKiK w charakterze „świadka koronnego” oraz dostarczenie dowodów lub informacji dotyczących istnienia niedozwolonego porozumienia.