TO: Jest dla kogo robić teatr w Polsce?
MW: Pewnie, że tak. Wystarczy spojrzeć na wielkie miasta, sale teatralne są wypełnione po brzegi. Zresztą dzieje się tak także w tych mniejszych teatrach.
TO: A w Głogowie?
MW: Zastanawiałem się nad tym, kiedy przyjechałem tutaj cztery lata temu. Dzisiaj wiem, że jest dla kogo. Widzę to po ilości widzów na spektaklach Teatru Jednego Mostu. Frekwencja jest spora także na występach dla dzieci, czy kiedy odwiedzają Głogów teatry z większych miast.
TO: Co Cię przywiało do tego miasta?
MW: Mieszkałem we Wrocławiu, w Warszawie i nie potrafiłem się tam odnaleźć. Moja mama przeniosła się tutaj i pomyślałem, że może warto spróbować swoich sił w Głogowie. Nie umiem się rozpychać łokciami, a to jest norma w dużych miastach, widzę to po swoich kolegach i koleżankach ze studiów. Niektórym się udało.
TO: Kiedy zacząłeś się interesować teatrem? Jako mały chłopiec?
MW: Chyba nawet wcześniej. To zasługa moich rodziców, mój tata jest zawodowym aktorem, mama teatrologiem, można powiedzieć, że urodziłem się na scenie. Byłem angażowany w różne spektakle, pierwsze pieniądze zarobiłem chyba w wieku trzech lat. Tak to się zaczęło.
TO: Rodzice nalegali, żebyś poszedł w ich kierunku?
MW: Nie, grałem w koszykówkę, miałem czas na rower czy piłkę nożną. Nie zmuszali mnie do niczego, zawsze robiłem to z pasją.
TO: Widziałeś pewnie mnóstwo spektakli w swoim życiu. Które zapadły Ci w pamięci?
MW: Może powiem o tym, którego nie widziałem i czego żałuję. Byłem za młody by zobaczyć na żywo Umarłą klasę Tadeusza Kantora. Widziałem za to ostatni spektakl za życia Piny Bausch we wrocławskiej operze. Zmarła w noc po spektaklu (kilka dni wcześniej wykryto u niej nowotwór – przyp. red.).
TO: Widziałeś znanych z dużego ekranu aktorów, którzy robią większe wrażenie na deskach teatru?
MW: Zawsze podziwiałem kunszt aktorski Jerzego Stuhra. Miałem okazję poznać go w szkole teatralnej i zawsze robi na mnie wielkie wrażenie. Podobnie jak Janusz Gajos, który jest wybitnym aktorem. Poza tym zawsze autorytetem, także aktorskim, był dla mnie mój tata.
TO: To był Twój pierwszy ulubiony aktor?
MW: Tak, chwaliłem się w przedszkolu, że mój tata jest aktorem. Teraz się chwalę tym, że jest dobrym aktorem.
TO: Dzieci w przedszkolu rozumiały co to znaczy być aktorem?
MW: Teraz jak jeżdżę do przedszkoli, dzieci pytają czy nim jestem. Odpowiadam, że tak, a kiedy precyzuję, że jestem lalkarzem, to mówią, że lalkarz to nie aktor (śmiech).
TO: A czy dzieciaki są dużo bardziej wymagającym widzem?
MW: Są bardziej szczere, to na pewno. Kiedy dziecko się nudzi, to o tym powie. To jest zresztą cenne, bo wiesz co zmienić, nad czym popracować.
TO: Komedia czy dramat?
MW: Bardzo cenię sobie komedię, ale bliższy jest mi dramat. Chyba moja fizyczność i emocje, które mam w sobie sprawiają, że bliżej mi do tego rodzaju sztuki.
TO: Ciągnęło Cię do filmu? Chyba każdego aktora kusi duży ekran.
MW: Tak, ale miałem okazję tego spróbować i wiem, że wolę teatr. Udało się zagrać role epizodyczne w jakiś serialach, był jakiś film. Dziś rzadko już jeżdżę na castingi, ale zdarza się, bo agencja, w której jestem zatrudniony, wysyła mi różne propozycje.
TO: Gdzie mogliśmy Cię zobaczyć?
MW: Chociażby w Pierwszej Miłości czy w Klanie. To były małe role.
TO: Skąd pomysł na stworzenie teatru w Głogowie?
MW: Nie było dorosłej grupy teatralnej, która grałaby regularnie, kiedy tu przyjechałem. Wiem, że kiedyś była, więc postanowiłem to odbudować.
TO: Ciężko było znaleźć aktorów?
MW: Nie, na casting przyszło bardzo dużo osób, z których wybrałem kilka. Grupa się rozwija. Uważam też, że możemy mieć tu coraz większe możliwości.
TO: A propos większych możliwości. Co oznacza dla Ciebie odbudowa głogowskiego teatru?
MW: Mam nadzieję, że to takie miejsce, w którym będziemy grać regularnie.
TO: Ludzie wciąż pytają o Hejty. To był najgłośniejszy spektakl Teatru Jednego Mostu?
MW: Ja tego tak nie odbieram, artystycznie były dużo lepsze spektakle. Ten był głośniejszy, bo poruszaliśmy się po specyficznym terenie. Cytowaliśmy autentyczne komentarze o Głogowie tzw. hejterów z internetu.
TO: Jest szansa na kontynuację?
MW: Temat jest otwarty, ale nie w tym sezonie teatralnym. Mamy już inne plany.
TO: Jakie?
MW: Piątego października w głogowskich kazamatach w miejskiej fosie gramy Króla Edypa. Będzie to dramatyczny spektakl, nieco inny niż wszystkie do tej pory. Potem chciałbym poszerzyć trochę grono aktorów, zrobić kolejny casting. Brakuje kobiet w naszej grupie, czas to zmienić.
TO: I już na koniec. Pamiętasz swoją największą wtopę na scenie?
MW: Tak! To były egzaminy ze śpiewu w szkole teatralnej. Bardzo nie lubię śpiewać na scenie. Mieliśmy ciężki tydzień na studiach przed tym egzaminem, dużo pracy. Zebrała się komisja, profesorowie, którzy mieli nas ocenić. Przyszła moja kolej, zapaliły się światła, a mnie na scenie nie było. Zasnąłem w kulisach.
TO: Kto Cię obudził?
MW: Koledzy, którzy zorientowali się, że coś jest nie tak. Potem krążyła anegdotka po szkole, że Wnuk zasnął na egzaminie.
TO: Dzięki za rozmowę.
MW: Dziękuję i zapraszam na nasze spektakle.