Przemysław Stolc: W Głogowie jest bardzo dobra infrastruktura, świetnie przygotowane obiekty, a na tym mi zależało [WYWIAD]

2018-09-13 17:05

W zeszłym sezonie był wypożyczony do Głogowa z ekstraklasowej Arki. Latem jednak Przemysław Stolc postanowił definitywnie zamienić Gdynię na Głogów. Z obrońcą Chrobrego rozmawiał Tomasz Olczak.

fot. Chrobry Głogów
Autor: Archiwum serwisu

TO: Jeszcze niedawno musiałbym przedstawić Cię jako piłkarza wypożyczonego do Chrobrego z Arki Gdynia. Podpisałeś jednak kontrakt w Głogowie, doszło do transferu definitywnego. Wiedziałeś, wracając w rodzinne strony po sezonie, że tak będzie?

PS: Nie wiedziałem. Musiałem się stawić na treningu w Arce. Trener Smółka chciał zobaczyć wszystkich, także wypożyczonych w poprzednim roku piłkarzy. Po kilku dniach powiedział, że nie będzie na mnie stawiał, więc stwierdziliśmy z moim menadżerem, że dobrze by było poszukać miejsca, w którym będę grał. Tak się złożyło, że zadzwonił trener Niciński, zadzwonił także dyrektor Chrobrego (Zbigniew Prejs – przyp. red.) i obaj chcieli żebym wrócił do Głogowa. Spotkaliśmy się, pogadaliśmy i doszliśmy do porozumienia. Podpisałem kontrakt na trzy lata.

TO: To obustronna miłość. Kiedy się spotkaliśmy jakiś czas temu mówiłeś, że marzysz o Ekstraklasie i to tam w pierwszej kolejności będziesz szukał pracodawcy, ale jeżeli miałbyś wrócić na poziom pierwszej ligi, to tylko do Chrobrego.

PS: Każdy piłkarz mierzy jak najwyżej, ale może jest dla mnie jeszcze za wcześnie na Ekstraklasę.

TO: Co wiedziałeś o klubie rok temu, zanim tu przyjechałeś?

PS: Przyjeżdżałem tu z Arką Gdynia i zawsze podobała nam się infrastruktura, dobrze przygotowane boiska. Na tym zresztą najbardziej mi zależało kiedy szukałem klubu. Niewiele drużyn w tej lidze ma tak przygotowaną murawę, w pobliżu basen, który jest potrzebny do odnowy biologicznej.

TO: Mówiłeś, że trener Niciński zadzwonił do Ciebie po zaledwie kilku dniach swojego pobytu w Głogowie i powiedział: Przemo, przyjeżdżaj - tu wszystko jest. Faktycznie ta baza robi takie wrażenie?

PS: Pierwsze boisko jest w najlepszej trójce całej ligi. Drugie też jest w dobrym stanie, a i sztuczne widywałem o wiele gorsze.

TO: Gdynia to bardzo ładne miasto, zresztą trójmiasto to jeden z najbardziej przyciągających turystycznie regionów w kraju. Muszę Cię zatem spytać o Głogów, jak Ci się podoba?

PS: Ciężko było wyjeżdżać z Gdyni, ale to kwestia przyzwyczajenia. Ja lubię historię, a Głogów to bardzo stare miasto, które się rozwija. Sporo przeczytałem o nim w internecie, trochę opowiedział mi także dyrektor Prejs. Podoba mi się tu. Jedyny minus jest taki, że nie ma morza…

TO: Kibice żyją jeszcze trochę poprzednim sezonem, w którym byliście blisko historycznego wyniku. Była szansa przebić to szóste miejsce trenera Mamrota, bo ciągle utrzymywaliście się w czołówce ligi. Wtedy ta koszmarna seria bez zwycięstwa. Jak to wyglądało z Waszej pespektywy? Co wtedy nie grało jak należy?

PS: Chcieliśmy powalczyć o awans, widząc jak dobrze nam idzie. Złapaliśmy jakiś kryzys, przegraliśmy jeden mecz, potem drugi, zaraz zdarzył się remis i tych meczów bez wygranej się nazbierało.

TO: Trochę klasyczny futbol. Mówi się, że każdy zespół w ciągu sezonu musi złapać zadyszkę, niestety u Was potrwała ona trochę dłużej.

PS: Żal nam było tego, ale nie potrafię powiedzieć co się stało – czy zmęczenie, czy słabsza forma. Wypuściliśmy to z rąk, szkoda.

TO: Zagrałeś sześć spotkań w Ekstraklasie. Czy ta liga faktycznie mocno się różni od tej, w której gra Chrobry?

PS: Jest więcej piłkarstwa, w pierwszej lidze większe znaczenia ma gra fizyczna. Mi osobiście łatwiej się grało w Ekstraklasie, jest więcej miejsca do rozegrania, ale po stracie piłki możesz bardzo szybko stracić gola.

TO: Przechodząc już do obecnego sezonu. Mamy mieszane uczucia. Z jednej strony od początku wciąż bez zwycięstwa, aż do meczu z Wigrami. Mało punktów, ale jedna z lepszych formacji obronnych w lidze. I zdarzył się mecz z Chojniczanką. To wyglądało tak, jakby każdy z Was miał dosyć tego remisowania i przegrywania. To się dobrze oglądało. Faktycznie byliście mocno wkurzeni wychodząc na boisko?

PS: W szatni czuć było, że chcemy wygrać za wszelką cenę, zrobić kółeczko po meczu i krzyknąć emzetkaesik. Wygraliśmy z dobrą drużyną, która pewnie będzie do końca walczyła o awans. Co się więc stało, że kilka dni później jedziecie do Opola i to Odra punktuje Chrobrego? Też chciałbym to wiedzieć.

TO: Faktycznie aż tak przeważali? Czerwoną kartkę otrzymaliście już w drugiej połowie przy stanie 2:0 dla gospodarzy.

PS: Krzysiek Janus (piłkarz Odry Opole – przyp. red.) oddał strzał życia i było 1:0. Myślę, że przegraliśmy przez błędy indywidualne, byliśmy też strasznie niedokładni. Trener uczulał nas, że będziemy musieli pobiegać za piłką, bo Odra będzie ją długo rozgrywać.

TO: O co gramy w tym roku? Trochę nas drużyna rozpieściła, bo jeszcze kilka lat temu spokojne utrzymanie w tej lidze bralibyśmy w ciemno. Ale to szóste miejsce trenera Mamrota i ta Wasza dobra forma przez ponad połowę poprzedniego sezonu sprawiły, że gdzieś nabraliśmy chęci na coś więcej, przez co teraz te oczekiwania są większe. Musimy je weryfikować?

PS: Nie powiem, że gramy o awans, bo wszystko weryfikuje boisko, ale w każdym meczu chcemy grać o trzy punkty. W tej lidze dzieją się przeróżne rzeczy. Myślę, że na wiosnę będziemy wiedzieć więcej. Chcemy być jak najwyżej.

TO: A Puchar Polski? Trener Niciński bardzo lubi te rozgrywki.

PS: Będziemy grać o wszystko. Ja wygrałem puchar z Arką (w 2017 roku po wygranej z Lechem Poznań 2:1 – przyp. red.), opowiadałem chłopakom jak to jest wyjść na Narodowy i zagrać tam mecz. Niezwykłe uczucie. W zeszłym roku trafiliśmy na ekstraklasowego Piasta Gliwice i potrafiliśmy ich wyeliminować…

TO: Z samą Arką też nie było to takie oczywiste, że odpadniecie. Samobójczy gol Karola Danielaka w ostatnich sekundach meczu w Głogowie trochę popsuł obraz całości.

PS: Mieliśmy pecha, bo potem w Gdyni udało się zremisować. Arka trafiła na Legię Warszawa i żałowaliśmy, że to nie my zagraliśmy z mistrzem Polski.

TO: Pomówmy o trenerze Nicińskim. Czy to jest typ trenera krzyczącego na swoich graczy czy raczej spokojnego i opanowanego? Czasami przy tej linii bocznej nerwy są.

PS: To spokojny człowiek, ale bardzo ambitny. Był piłkarzem, grał w dużych klubach, więc wie co się dzieje na boisku. Potrafi krzyknąć, ale raczej tłumaczy na spokojnie.

TO: Kto jest liderem tego zespołu? Taką postacią, która w trudnych chwilach walnie pięścią w stół lub wręcz przeciwnie – uspokoi zespół?

PS: W zeszłym sezonie liderem był Mateusz Machaj, zdecydowanie. Teraz jest kapitan (Michał Ilków-Gołąb – przyp.red.), jest trener, Sławek Janicki czy Michał Michalec, więc goście, którzy są w klubie najdłużej.

TO: Czy odejście Machaja sprawiło, że Wasz pomysł na grę jest inny? To jest piłkarz, który według wielu był najlepszy w całej lidze, co teraz niejako potwierdza w Jagiellonii. Na pozycję Mateusza pojawił się Łukasz Zejdler, ale ciężko oczekiwać tego, żeby zastąpił go w stu procentach.

PS: Mateusz zjadł tą ligę. Oczekiwania są bardzo wysokie, wobec każdego z nas. Ja życzę Łukaszowi, żeby strzelał dla nas dużo bramek. Ale nie gramy inaczej, to wciąż ten sam Chrobry.

TO: Dziękuję za rozmowę.

PS: Dzięki, zapraszam kibiców na stadion, obiecuję, że damy z siebie wszystko w tym sezonie.