Kard. Ryś w Boże Ciało: Świat nie uwierzy, dokąd nie będziemy jedno

2026-06-04 14:41

– Jako Kościół mamy być narzędziem jedności całego rodzaju ludzkiego. (…) Świat nie uwierzy, dokąd nie będziemy jedno. I świat ma prawo nie wierzyć, dokąd chrześcijanie nie są jedno – mówił kard. Grzegorz Ryś w czasie centralnej procesji Bożego Ciała, która z Wawelu przeszła na Rynek Główny.

Odpust w parafii Najświętszego Salwatora w Krakowie-Salwatorze

i

Autor: Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej/ Materiały prasowe Odpust w parafii Najświętszego Salwatora w Krakowie-Salwatorze

Przy pierwszym ołtarzu usytuowanym przy kościele św. Idziego homilię wygłosił bp Robert Chrząszcz. Komentując fragment Ewangelii św. Mateusza, zwrócił uwagę na cztery imperatywy Chrystusa. Pierwszy brzmi: „idźcie”. – Wiara zawsze jest związana z drogą. Chrześcijaństwo nie polega na siedzeniu w miejscu. Nie jest zamknięciem Boga w murach świątyni. Jezus posyła swoich uczniów do miasta, pomiędzy ludzi, w zwyczajność i ich codzienność – mówił krakowski biskup pomocniczy, zaznaczając, że to właśnie dzieje się w Boże Ciało, kiedy „Bóg wychodzi do ludzi”. – Chrystus nie chce zostać zamknięty w tabernakulum – idzie pomiędzy nasze domy, nasze problemy, nasze życie. Idzie tam, gdzie człowiek żyje, pracuje, cierpi i kocha – dodawał, zauważając, że to wezwanie Jezusa domaga się też konkretnej odpowiedzi od człowieka – gotowości do drogi, która wyraża się rozwojem i dojrzewaniem wiary, która potrafi zbliżać innych do Boga.

Drugi imperatyw to „powiedzcie”. – Uczeń Chrystusa nie może milczeć. Ma przekazywać dalej Słowo Boga. Dzisiaj wielu ludzi mówi: „wiara jest prywatną sprawą”. Tymczasem Boże Ciało pokazuje coś całkowicie odwrotnego. Wiara nie jest sprawą prywatną. Wiara prowadzi do świadectwa – mówił bp Chrząszcz, podkreślając, że człowiek, który doświadczył miłości, nie chce jej zatrzymać dla siebie, ale chce się nią dzielić z innymi. Kaznodzieja zauważył, że nie chodzi tylko o mówienie ustami, bo „najmocniejsze świadectwo daje życie”.– Można codziennie mówić o Bogu, a jednocześnie odstraszać od Niego pychą, nienawiścią i brakiem miłości. Człowiek staje się Ewangelią, gdy inni czytają ją każdego dnia – stwierdził.

Trzeci imperatyw to „bierzcie i jedzcie”. Bp Robert Chrząszcz zaznaczył, że Jezus nie daje uczniom jedynie nauki, ale daje samego siebie. – Bóg oddaje się człowiekowi w ręce. Staje się tak pokorny, że można go przyjąć do swojego serca – mówił. Zwrócił uwagę, że wielu ludzi żyje dzisiaj tak, jakby Eucharystia niczego nie zmieniała. Może to wynikać z rutyny, braku przygotowania, przyjmowania Komunii bez spowiedzi, bez wiary, bez zachwytu. – Tymczasem Eucharystia jest ogniem. Jeśli naprawdę spotykam Chrystusa, nie mogę pozostać taki sam. Człowiek karmiący się Jezusem powinien stawać się bardziej podobny do Niego – bardziej cierpliwy, bardziej przebaczający, bardziej kochający – podkreślił biskup.

Czwarty imperatyw odnalazł w zdaniu „pijcie z niego wszyscy”. Zauważył, że związany jest on ze słowem „wszyscy”. – Chrystus nie umiera za wybranych, nie przelewa krwi tylko za doskonałych. Eucharystia jest zaproszeniem dla grzeszników, dla słabych, dla pogubionych – wyliczał bp Robert Chrząszcz, dodając, że kielich jest także znakiem przymierza. – Kto przyjmuje krew Chrystusa mówi: „chcę należeć do Ciebie, chcę żyć Twoją Ewangelią”. Nie można pić z kielicha Chrystusa i jednocześnie żyć w całkowitym odrzuceniu Jego nauki. Nie można przyjmować Chrystusa i budować życia bez Boga – zaznaczył.

Homilię przy drugim ołtarzu, przy kościele św. Apostołów Piotra i Pawła wygłosił bp Janusz Mastalski. Komentując fragment z Ewangelii św. Marka o rozmnożeniu chleba, wskazał trzy słowa-klucze. Pierwszym był „głód”. – Panie, odczytujesz nasze potrzeby. Ty wiesz, że nie chodzi tylko o pokarm ten ziemski. Ty widzisz w nas głód bliskości, bo coraz więcej ludzi samotnych. Ty widzisz głód nadziei, kiedy wydaje się, że wszystko już przegrane. Ale Ty też widzisz głód prawdziwej radości, szczególnie wtedy, kiedy smutek nas ogarnia, kiedy zastanawiamy się, że nikt nas nie docenia, nikt nas nie zauważa – medytował nad Słowem Bożym. – Panie, dzisiaj czekamy na Twoje otwarte ramiona, bo jesteśmy głodni – dodawał.

Drugi klucz krakowski biskup pomocniczy wydobył ze słów Jezusa „żal mi tego tłumu”. – Pan jest miłością miłosierną. Nie taką miłością, którą często się karmimy. To miłość bez limitów, nawet wtedy, kiedy zawiedziemy. To miłość bez wstępnych zapisów, bo nie trzeba się zapisywać do tego, aby być z Tobą. Ale chyba najważniejsza to jest miłość bez zawodów, bo Ty jesteś zawsze – podkreślił bp Mastalski, zaznaczając, że takiej miłości potrzebuje człowiek i taką miłością powinien obdarzać innych.

Trzeci klucz wskazał w słowach „odmówił dziękczynienie, połamał i dawał uczniom”. – W tych czasach snobizmu, egoizmu tak ważne jest to, aby zrozumieć, że Ty jesteś dawcą. Ty dajesz dary, które można i trzeba pomnożyć.Ty dajesz dary, które przemieniają. Ty dajesz dary, które wzmacniają – mówił bp Janusz Mastalski.

Modlił się na koniec: „Panie, tak bardzo Cię dzisiaj w czasie tej procesji prosimy: Jesteśmy głodni, więc nakarm nas i odczytaj nasze potrzeby. Jesteśmy często samotni, a zatem obdarz nas miłością miłosierną. A wtedy, kiedy będzie nam bardzo źle, obdarzaj nas swoją siłą”.

Przy kościele św. Wojciecha na Rynku Głównym homilię wygłosił bp Damian Muskus OFM. Komentując fragment Ewangelii św. Łukasza o uczniach w drodze do Emaus, krakowski biskup pomocniczy zauważył, że uciekali oni od swojego bólu, który nosili w sobie i od pytań, na które nie umieli znaleźć odpowiedzi. Porównał tych uczniów do współczesnych, którzy są rozczarowani Kościołem, wspólnotą, drugim człowiekiem; którzy zamiast jedności widzą podziały, zamiast pokoju – napięcia, zamiast wspólnoty – wzajemną podejrzliwość. Zauważył, że nawet Eucharystia, a szczególnie sposób jej przyjmowania może stać się miejscem napięcia, chociaż z natury jest sakramentem jedności. – Chrystus nie zostawił nam Eucharystii po to, abyśmy się wzajemnie oceniali, lecz po to, byśmy się umieli rozpoznawać, umieli rozpoznawać przede wszystkim Jego samego w łamaniu chleba, byśmy umieli rozpoznawać Jezusa w drugim człowieku – mówił biskup.

Zwrócił uwagę, że gdy uczniowie w Emaus rozpoznali przy łamaniu chleba Jezusa, to nikt nie pytał, kto jest bardziej godny, kto przyjął lepszą postawę czy kto lepiej wszystko zrozumiał – ich serca zapłonęły, bo On był z nimi. Zauważył, że dziś łatwo zapominamy, że szacunek do Eucharystii nie kończy się na geście, postawie czy formie. Zaznaczył, że one są ważne, bo wyrażają naszą miłość i cześć dla Boga, ale prawdziwy szacunek dla Eucharystii prowadzi dalej – prowadzi do szacunku do człowieka. – Jak możemy klękać przed Chrystusem obecnym w Eucharystii, a jednocześnie podejrzliwie, z nieufnością, z niechęcią, patrzeć na człowieka, który siedzi obok mnie w ławce. Eucharystia nie została dana Kościołowi po to by dzielić. Nie jest nagrodą dla doskonałych, ale znakiem jedności. Jest pokarmem dla ludzi w drodze. Ludzi słabych, poszukujących, czasem zagubionych. Eucharystia jest zaproszeniem do jedności – podkreślał bp Damian Muskus.

Zachęcał, by w czasie przystępowania i udzielania Komunii wierni i kapłani zachwycali się bliskością Chrystusa a nie z podejrzliwością patrzyli na dłonie człowieka. Zaznaczył, że zasadnicze pytanie nie dotyczy sposoby czy formy przyjmowania Komunii Świętej, ale „czy pozwalam, aby Eucharystia przemieniała moje serce?”. – Naucz nas takiejczci wobec Eucharystii, która nie kończy się przy ołtarzu, ale która trwa dalej, w sposobie patrzenia na ludzi – modlił się na koniec.

Na zakończenie procesji, przy Bazylice Mariackiej, homilię wygłosił kard. Grzegorz Ryś. Komentując modlitwę Jezusa w czasie Ostatniej Wieczerzy opisaną w Ewangelii św. Jana, metropolita krakowski zaznaczył, że tuż przed męką i śmiercią Jezus musiał modlić się o to, co było dla Niego najważniejsze. W tym kontekście kardynał zauważył, że największym pragnieniem Jezusa jest „aby świat uwierzył” i „aby świat poznał”. – Kościół jest po to, żeby świat uwierzył. Kościół nie jest dla siebie – mówił metropolita. Zwrócił uwagę, że na świecie jest aktualnie ponad 50 różnych miejsc, które doświadczają wojny, przemocy, nienawiści, cierpienia, śmierci, płaczu. – Trudno jest powiedzieć, że świat uwierzył – skonstatował. W tym kontekście podkreślił, że Jezus w tej modlitwie wzywa też nasze pokolenie, które musi zrobić sobie potężny rachunek sumienia. – Jezus mówi wyraźnie: „żeby byli jedno, aby świat uwierzył”. To znaczy w tym świecie, który jest rozbity, który jest rozdarty wojną, nienawiścią, przemocą, w tym świecie mają być uczniowie Jezusa, którzy są jedno, nie dla siebie, tylko się stają sakramentem jedności – zaznaczył kardynał, przypominając definicję z Soboru Watykańskiego II, który Kościół nazywa niejako sakramentem, czyli znakiem i narzędziem wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego. – Mamy być narzędziem, mówi Duch Święty, jedności całego rodzaju ludzkiego, my jako Kościół. (…) Świat nie uwierzy, dokąd nie będziemy jedno. I świat, powiedziałbym nawet w ten sposób, ma prawo nie wierzyć, dokąd chrześcijanie nie są jedno – stwierdził kard. Grzegorz Ryś, dodając, że aby świat uwierzył, relacje w Kościele musiałyby się zmienić w sposób istotny, ale też chrześcijan musiałoby dramatycznie boleć, że nie są jedno

Metropolita krakowski zauważył, że procesja przechodziła obok Kościoła św. Marcina na Grodzkiej, w którym modlą się luteranie, a sto metrów dalej, na Szpitalnej, jest cerkiew prawosławna. – Nie boli Was, że nie możemy siedzieć przy jednym stole? Nie boli was, że nie ma wspólnej Komunii? Jak może to nie boleć? – pytał kardynał. – Zobaczcie, że wiara świata w tej modlitwie Jezusa nie zależy od tego, co temu światu powiemy. Tylko zależy od tego, kim jesteśmy. I nie każdy z nas z osobna, tylko kim jesteśmy razem – dodawał. Zachęcił, aby rozchodząc się po zakończeniu procesji każdy modlił się o jedność chrześcijan – „abyśmy byli jedno”. Podkreślił, że ta modlitwa jest ważna, bo jedność może przyjść tylko jako dar od Pana Boga, ale ludzie mogą jej nie przyjąć. W tym kontekście przypomniał zdanie Jezusa: „Kto prosi, otrzymuje”. Zauważył, że św. Hieronim to zdanie z greki na łacinę przetłumaczył jako: „Kto prosi, przyjmuje”. –Jak o coś prosisz, to jak to przyjdzie, to przyjmiesz. Ale jak o to nie prosisz, to jak przyjdzie, to powiesz: nie prosiłem o to, ja tego wcale nie chcę – wyjaśniał metropolita. – Modlitwa jest owszem za naszych braci prawosławnych, protestantów, nowej fali kościołów reformowanych. Modlimy się za nich wszystkich, ale po co? Żeby ta modlitwa nas przełamała, żebyśmy byli na jedność otwarci, kiedy Pan nam ją da. Módlcie się, a przyjmiecie, przyjmiecie jedność Kościoła, jedność wszystkich uczniów Chrystusa. Przyjmiecie – zakończył.

Procesję zwieńczyło dziękczynne „Te Deum” i błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem.

Kardynał podziękował dzieciom sypiącym kwiaty i rodzicom, którzy je przyprowadzili na procesję. Podziękował też wszystkim za świadectwo – „znak wspólnoty, która okazuje sobie wzajemną miłość i w jedności stoi przy Bogu”. Wyraził wdzięczność także całemu gronu organizatorów centralnej procesji, służbom mundurowym, pocztom sztandarowym. Podziękował też biskupom za wygłoszone słowo podczas procesji, a także bp. Janowi Zającowi i abp. Markowi Jędraszewskiemu, który sprawował Eucharystię przy Bazylice Mariackiej po procesji.

Źródło: Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej