W jakim świecie jesteśmy wezwani do głoszenia Ewangelii?Dobry Samarytanin(Łk 10,30–37)
Istnieje wiele fragmentów biblijnych opisujących świat, do którego posyła nas Pan. Zapewne oczywistym wyborem — także w świetle Magnifica Humanitas — byłaby opowieść o wieży Babel (z 11. rozdziału Księgi Rodzaju). Proszę jednak pozwolić mi sięgnąć do starszej inspiracji – starszej, a zarazem wciąż, może nawet coraz bardziej, aktualnej i życiodajnej -zaczerpniętej z PRZEMÓWIENIE PAPIEŻA PAWŁA VI PODCZAS OSTATNIEGO POSIEDZENIA OGOLNEGOSOBORU WATYKAŃSKIEGO II. Zamykając Sobór, papież chciał raz jeszcze opisać współczesny świat oraz właściwą postawę Kościoła wobec niego. Znając wszystkie napięcia i starcia między nimi, zwrócił uwagę Ojców Soborowych na „starą opowieść o Samarytaninie” jako na „model” (w wersji łacińskiej: exemplum atque norma, po włosku: il paradigma). Są to mocne określenia — norma, paradygmat — domagające się pogłębienia.
Wybór tej przypowieści wydaje się ważny także ze względu na jej wymiar indywidualny. „Stara opowieść o Samarytaninie” nie mówi o „świecie”; jej tematem jest pojedynczy człowiek — „pewien człowiek” (gr. anthropostis), który może oznaczać każdego człowieka, każdego z nas. Cały jego opis brzmi: „CZŁOWIEK”. Medytując nad CZŁOWIEKIEM, nie uciekamy od medytacji nad światem. Święty Antoni z Padwy nazywał człowieka mundusminor (małym światem), wskazując, że wschodem jest jego narodzenie, zachodem – śmierć, południem, czyli pełnią dnia, są wszystkie sukcesy i triumfy, a północą, czyli środkiem nocy, trudności i cierpienie. Zamiast mówić o abstrakcyjnym i socjologicznym pojęciu „świata”, pomyślmy o konkretnym MĘŻCZYŹNIE i konkretnej KOBIECIE, pamiętając o dwóch sprawach: że jest on/ona współtwórcą świata, odpowiedzialnym za niego, oraz że ostatecznie człowiek jest „pierwszą i podstawową drogą Kościoła” (RedemptorHominis, 14).
Sądzę, że w dzisiejszej przypowieści widzimy dwa oblicza człowieka. Pierwszym jest „anthropos tis” – ten, który schodząc z Jerozolimy do Jerycha, wpadł w ręce zbójców. Wskażmy kilka jego cech:
1. Jest OFIARĄ PRZEMOCY. To niemal opis każdego człowieka dzisiaj. Przemoc stała się niejako imieniem współczesnego świata. W makroświecie toczy się obecnie 32 wojny, a w dzisiejszym mikroświecie dzieci i młodzież najczęściej spotykają się z drastyczną przemocą w szkole, ze strony rówieśników. Zaczyna się od agresywnego języka, a kończy na zabójstwie i samobójstwie.
2. Został OGRABIONY – pozostawiony bez niczego. Został OBNAŻONY, co oznacza: zredukowany do stanu NIEWOLNICTWA. Wiemy, że w czasach Jezusa nagość była znakiem przynależności do klasy niewolników. Pobity człowiek zostaje pozbawiony nie tylko pieniędzy i posiadanych rzeczy, lecz także godności. A niewolnictwo, które widzimy dzisiaj, może być dosłowne. Dotyka tysięcy ludzi, na przykład migrantów, także w krajach chrześcijańskich. Może też przyjmować formy bardziej wyrafinowane, powodowane przez narkotyki, pornografię, wszelkiego rodzaju uzależnienia, a nawet przez nowoczesne technologie, jak naucza Magnifica Humanitas.
3. Jest POBITY I PORANIONY — potrzebuje „szpitala polowego”. Obawiam się, że „człowiek poraniony” to najczęstsza diagnoza naszych czasów. Ludzie cierpią z powodu setek ran: cielesnych, psychicznych, duchowych. Niektóre z nich można zobaczyć i łatwo uleczyć; inne są głęboko ukryte i nigdy nieujawnione, ale determinują zachowanie i działanie człowieka.
4. Czwarta cecha — być może najważniejsza? — to fakt, że został POZOSTAWIONY (w Wulgacie czytamy: relictus). Jest sam ze wszystkimi swoimi problemami. Widząc ludzi, którzy świadomie przechodzą na drugą stronę drogi, doświadcza straszliwej samotności. To kolejny rodzaj przemocy, z którą mierzą się dzisiejszy mężczyzna i dzisiejsza kobieta: OBOJĘTNOŚĆ. Chcę przypomnieć słowa o. Timothy’ego Radcliffe’a wypowiedziane podczas rekolekcji przed ostatnim Synodem: człowiek dzisiaj cierpi z powodu „tsunami samotności”. Chociaż ma do dyspozycji najlepsze, najbardziej wyrafinowane środki komunikacji, on jest relictus.
5. Jest także NA PÓŁ UMARŁY (gr. hemithanés). Choć jeszcze oddycha i wegetuje, jest bardzo, bardzo daleko od stanu, który można by nazwać „ŻYCIEM, życiem LUDZKIM!”. Możemy tylko zapytać: ilu ludzi dzisiaj żyje właśnie na takim brzegu lub marginesie życia?
6. Wreszcie można zauważyć możliwą przyczynę wszystkich wcześniejszych problemów: człowiek ten szedł W KIERUNKU PRZECIWNYM DO ŚWIĄTYNI:on schodził z Jerozolimy do Jerycha. W Biblii częsty jest obraz wchodzenia ku Świątyni: człowiek się wznosi. Natomiast opuszczając Świątynię, schodzi w dół, doświadczając degradacji i upokorzenia. To jeszcze jedna charakterystyka (zwłaszcza) naszych zachodnich społeczeństw: zsekularyzowanych, szukających wielkości w wolności od religii albo przeciwnie -nadużywających religii do promowania idei i działań całkowicie jej obcych. To, co na powierzchni wydaje się religijne, w rzeczywistości jest głębokim i niszczącym bluźnierstwem.
Na szczęście w naszej przypowieści jest jeszcze inna twarz dzisiejszego mężczyzny i dzisiejszej kobiety: twarz „Samarytanina w podróży”. Z pewnością nie jest on członkiem Ludu Bożego. Jest cudzoziemcem, obcym, wręcz wrogiem, zawsze traktowanym z podejrzliwością i ostrożnością. Nikt nie napiłby się wody z jego kubka! Samo imię „Samarytanin” jest obelgą (podobnie jak w kościelnym żargonie określenie „światowy”: „światowe mówienie”, „światowe sprawy”…).
Jezus zaprasza nas, abyśmy odłożyli na bok wszystkie nasze uprzedzenia i podejrzenia, i medytowali nad Samarytaninem, a nawet więcej: abyśmy się od niego UCZYLI. To zupełnie inna postawa. Nie chodzi tylko o to, by budować nowoczesny szpital dla pobitego człowieka, znając wszystkie jego rany, lecz także o to, by pójść do szkoły Samarytanina, pokornie uczyć się od niego i pozwolić mu być naszym nauczycielem.
Czego uczy nas dzisiejszy Samarytanin?
1. WSPÓŁCZUCIA (Wulgata tłumaczy: misericordia motus – poruszony miłosierdziem). MIŁOSIERDZIE! Czyż nie jest to „NASZE” słowo, zarezerwowane dla działalności wyznaniowej? Czy nie czujemy się teraz jak ci, których „ograbiono”? Albo zastąpiono, a nawet wypędzono z NASZEGO pola? Nie! W świecie istnieje tak wiele dzieł i działań charytatywnych, które możemy podziwiać i naśladować albo po prostu w nich uczestniczyć. Zamiast głupiej zazdrości i udawania o wiele lepiej jest uczyć się i spotykać. Miłosierdzie i miłość mogą być miejscem spotkania Kościoła i świata, miejscem prawdziwego dialogu i uzdrawiającej jedności.
2. BLISKOŚCI I INTYMNOŚCI: „podszedł do”skrzywdzonego i „opatrzył mu rany”.
3. HOJNOŚCI, ODDANIA I OFIARY Z SIEBIE, nawet w sensie religijnym. Nie jest bez znaczenia, że wylewa on oliwę i wino na rany cierpiącego człowieka: oliwę i wino wylewano na ofiary świątynne. Nie uczestnicząc w kulcie świątynnym, Samarytanin dokonuje prawdziwego aktu pobożności. Można to ująć jako kontrast: kapłan i lewita chodzą do świątyni; Samarytanin JEST ŚWIĄTYNIĄ — Świątynią Tego, którego Imieniem jest Miłosierdzie!
Dwa oblicza współczesnego człowieka (mężczyzny/kobiety) i dwa oblicza dzisiejszego świata: pół-umarły bliźni i obcy, który uczy nas, gdzie jest prawdziwe życie! Oba są ważne. Oba są równie prawdziwe. Oba są wymagające. W obu Bóg wzywa nas do świata, abyśmy głosili Ewangelię.
Źródło: Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej