Cud zatwierdzony sercem Polaków [AUDIO]

Niedziela 3 lipca 1949 roku była dniem ingresu nowego biskupa lubelskiego, Piotra Kałwy. Był to dzień gorący i duszny. Lubelska katedra wypełniona była licznie przybyłymi wiernymi, którzy przyszli przywitać swojego nowego pasterza. Po południu doszło do wydarzenia, które do historii przeszło pod nazwą „Cud lubelski”.

Obraz Matki Bożej Płaczącej w złotej ramie w Archikatedrze Lubelskiej. O historii cudu przeczytasz na Radioplus.
Autor: Muzeum Archidiecezji Lubelskiej / Materiały prasowe

Około godziny 15.00 wierni modlący się przy kopii obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej zauważyli nietypowe zmiany na twarzy Maryi. Ciecz, która spływała z obrazu miała kolor wiśni, sprawiając wrażenie, jakby Matka Boża płakała krwawymi łzami. Racjonalnie można było to wytłumaczyć tym, że był to efekt gorąca i potu, który skroplił się na ścianach świątyni. Szarytka siostra Stanisława Barbara Sadowska o czerwonych kroplach przypominających łzy powiadomiła zakrystianina Józefa Wójtowicza. On początkowo nie uwierzył zakonnicy. Zmienił zdanie, gdy zobaczył obraz. Także ludzie modlący się w kościele byli przekonani, że obserwują nadzwyczajne zjawisko. Wkrótce wierni coraz liczniej przybywali pod obraz - mówi kapucyn prof. dr hab. Andrzej Derdziuk, kierownik Katedry Bioetyki Teologicznej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Już 4 lipca, biskup lubelski Piotr Kałwa powołał specjalną komisję, w której skład weszli lekarz, chemik, prawnik i historycy sztuki. - Po zdjęciu obrazu ze ściany okazało się, że obraz jest suchy, a łzy na policzku Matki Bożej, nie miały nic wspólnego z wilgocią czy mokrym płótnem. Wyglądały jak prawdziwe, naturalne zjawisko - mówi teolog o. Derdziuk. Członkowie komisji nie mieli jednak specjalistycznych narzędzi do badań, aby ustalić czy ciecz na obrazie to łzy czy krew. - 6 lipca biskup Kałwa wydał komunikat, w którym nie stwierdził nadprzyrodzoności zjawiska. Ale to, co stało się potem, potwierdzało, że doszło do interwencji z nieba - uważa ojciec Andrzej Derdziuk. Blokada Lublina

Informacja o „cudzie” szybko obiegła miasto, a wkrótce całą Lubelszczyznę i Polskę. Do Lublina ciągnęły olbrzymie tłumy ludzi, szacuje się, że mogło to być nawet 40 tysięcy wiernych. Komuniści zdecydowali o blokadzie Lublina. Na niewiele się to zdało. Wobec tego władza nasiliła represje, a przyczynkiem było stratowanie przez tłum 21-letniej studentki Heleny Rabczuk. Winą za jej śmierć komuniści obarczyli księży z lubelskiej katedry, choć świadkowie mówią o prowokacji UB lub MO. Aresztowano ponad 600 osób. Więźniów umieszczano na Zamku Lubelskim, gdzie nazywano ich „cudakami” ze względu na powiązanie z Cudem lubelskim. Kilkadziesiąt osób zostało skazanych na wieloletnie więzienie. W kontrze do religijnego uniesienia, na Placu Litewskim komuniści zorganizowali „wiec robotników” . W tym czasie w klasztorze kapucynów przy Krakowskim Przedmieściu odprawiana była Msza święta. Pod koniec wybrzmiała pieśń „Boże, coś Polskę”, która została zaśpiewana także przez „antykościelny aktyw” z Placu Litewskiego. Za to UB aresztowało gwardiana klasztoru lubelskiego, ojca Archanioła Mariana Brzezińskiego, a obraz Matki Bożej z Katedry na lata trafił do „aresztu”. Ze świątyni na zewnątrz wyniesiono go dopiero w 1981 roku. Towarzyszyła temu ogromna procesja wiernych. Dobro zwyciężyło

Mimo tych represji i działań władz, cud z katedry zbierał swoje dobre owce. Dochodziło do uzdrowień, a także nawróceń i przemiany serc. Do spowiedzi świętej przystępowali ludzie, którzy od lat nie byli w konfesjonale. - I chociaż kościół na początku nie uznał nadprzyrodzoności zjawiska „Cudu lubelskiego” to doszło do sekwencji zdarzeń, które sprawiły, że zostało ono uznane trochę pośrednio za cud – mówi kapucyn. W 1993 roku w sanktuarium Matki Bożej Płaczącej w Syrakuzach papież Jan Paweł II wspomniał o wydarzeniach w Lublinie. W czasie pielgrzymki do Polski, 9 czerwca 1987 roku, Jan Paweł II nawiedził Katedrę Lubelską, gdzie modlił się przed obrazem Matki Bożej Płaczącej. - Bullą papieską z czerwca 1988 roku Ojciec święty zezwolił na ukoronowanie obrazu Matki Bożej w Katedrze Lubelskiej koronami papieskimi, co jest pośrednim dowodem na uznanie tego cudu. Stało się to 26 czerwca 1988 roku. Podczas Mszy św. na Majdanku kardynał Józef Glemp w obecności około 350 tys. wiernych dokonał koronacji cudownego obrazu - mówi ojciec Derdziuk. 15 maja 2014 roku Kongregacja Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów wydała dekret, na mocy którego 3 lipca w Archikatedrze Lubelskiej ustanowiono święto Najświętszej Maryi Panny Płaczącej. To lokalne święto, które gromadzi tysiące ludzi w uroczystej procesji. - To dowód, że ten kult „Cudu lubelskiego” potwierdzony znakami, pobożnością ludową oraz obrzędami liturgicznymi jest uznany przez Kościół - podkreśla teolog. To co stało się w gorącą lipcową niedzielę 1949 roku było znakiem z nieba skierowanym do Polaków dotkniętych tragedią II wojny światowej. Do ludzi których czekały lata komunistycznego zniewolenia i próby wyrugowania Boga z życia narodu. - Był to znak, że Maria jest z nami i płacze nad losem narodu i ludzi. Ten znak z nieba był potwierdzeniem wiary, ale też był w jakiś sposób ostrzeżeniem: odstępstwo od wiary, współpraca z nowym reżimem, jest czymś, co zasmuca niebo - mówi  kapucyn prof. dr hab. Andrzej Derdziuk.

Źródło: Biuro Prasowe KUL

o. prof. A. Derdziuk: "77. rocznica Cudu lubelskiego"