Wystawa prezentuje nowe spojrzenie na temat Zbrodni Wołyńskiej. Jej twórcy oparli narrację na niepublikowanych wcześniej dokumentach odnalezionych cztery lata temu w archiwum w Tarnobrzegu, relacjach świadków oraz wspomnieniach osób, które przeżyły wydarzenia z lat 1943 -1944. Głównym celem ekspozycji jest przywrócenie tożsamości konkretnym ofiarom oraz pokazanie miejsc ich spoczynku, które w wielu przypadkach do dziś pozostają bez godnego upamiętnienia.
- W oparciu o dokumenty, o relacje świadków postaraliśmy się przedstawić te miejsca, te osoby, o których właśnie świadkowie wspominają i przyporządkować te osoby poszczególnym miejscowościom, pokazać ile osób zginęło, kto z imienia i nazwiska zginął, jak oni wyglądali. Pokusiliśmy się też o pokazanie, jak wyglądają te miejsca, te doły śmierci, gdzie w dalszym ciągu leżą Polacy. Czy są upamiętnione, czy jest to skromne upamiętnienie, czy w ogóle brak jest upamiętnienia - podkreślał współautor wystawy, dr Leon Popek.
Jak zaznaczył historyk, jednym z najważniejszych elementów ekspozycji są fotografie miejsc pochówku oraz dokumentacja nielicznych przeprowadzonych ekshumacji.
- Tych ekshumacji było zaledwie kilka. Jest to kropla w morzu na około dwa tysiące miejscowości, gdzie zginęli Polacy. Pokazujemy zaledwie kilkadziesiąt miejsc w jakiś sposób upamiętnionych - mówił.
Autorzy przypominają również, że ofiarami czystek etnicznych byli nie tylko Polacy.
- Ginęli nie tylko Polacy, ginęli Czesi, ginęli Ukraińcy, ginęli potomkowie Holendrów - zaznaczył dr Popek, wskazując m.in. na los mieszkańców Zamostecza w powiecie lubomelskim, spalonego i wymordowanego przez UPA 30 sierpnia 1943 roku.
Historie konkretnych ludzi
Ekspozycja składa się z kilkunastu plansz, z których każda przedstawia historię konkretnej osoby lub rodziny. Tytuły plansz pochodzą bezpośrednio z relacji świadków, którzy ocaleli z rzezi.
- Chcieliśmy tak od ogółu do szczegółu pokazać osoby, jednostki, jak one wyglądały, ich historie. Te tytuły poszczególnych plansz są wzięte dokładnie z relacji tych, co uciekli spod noża i siekiery - wyjaśnił dr Leon Popek.
Jednym z najbardziej poruszających elementów wystawy jest historia nauczycielki z Niemilii, która w listach do rodziców mieszkających w Lublinie przewidziała własną śmierć.
- Pisała, że przeczuwa, widząc sytuację, która się dzieje, że zginie, że ta pętla się zaciska, że Polaków jest coraz mniej, że w okolicy palą się wsie i giną Polacy. Jeżeli nie stanie się cud, to ona zginie. I rzeczywiście za kilka miesięcy miejscowy proboszcz powiadamia rodziców, że ich córka zginęła. Nie wiemy, gdzie znajdują się jej szczątki - opowiadał historyk.
Pamięć jako obowiązek
Wernisaż otworzył dyrektor lubelskiego oddziału IPN dr Robert Derewenda, który podkreślił znaczenie badań naukowych oraz publikowania źródeł dotyczących Zbrodni Wołyńskiej.
-Relacje naocznych świadków, które zostały złożone w czasie tej pożogi, są źródłami niepodważalnymi. Nikt z tymi dokumentami de facto nie dyskutuje. Natomiast próba stawiania w roli bohaterów zbrodniarzy jest tak głęboko nie do przyjęcia, że przede wszystkim myślimy o ofiarach Zbrodni Wołyńskiej - powiedział.
Dyrektor IPN zaznaczył również, że współczesne pokolenia mają moralny obowiązek zadbać o godny pochówek pomordowanych i zachowanie pamięci o ich losach.
- Jesteśmy im winni przede wszystkim godny pochówek jako chrześcijanie, jako spadkobiercy tej historii, jako rodacy. Nawet jeśli nie przywrócimy im życia, możemy dbać o pamięć o tych, którzy zostali zamordowani. Naszym podstawowym obowiązkiem narodowym jest właśnie dbanie o tę pamięć - podkreślił.
Nowe wydawnictwo IPN
Podczas spotkania dr Leon Popek przypomniał również o wydaniu przez Instytut Pamięci Narodowej trzeciego tomu publikacji „Zbrodnia Wołyńska”. Publikacja zawiera kolejne dokumenty dotyczące wydarzeń z lat 1943–1944.
Pierwsza część tomu obejmuje wykazy ofiar sporządzane bezpośrednio po dokonanych zbrodniach przez pracowników Rady Głównej Opiekuńczej.
- To są nazwiska ofiar, wykazy zamordowanych – imię, nazwisko, wiek, miejscowość, okoliczności śmierci składane przez świadków nierzadko tuż po wydarzeniach. To nie są wspomnienia pisane po latach. To dokumenty sporządzane na bieżąco, często od osób rannych przebywających w szpitalach - wyjaśnił historyk.
Druga część publikacji opisuje pomoc udzielaną uchodźcom, którzy po ucieczce z Wołynia trafiali do Rawy Ruskiej i Lwowa.
- Tracili wszystko: dach nad głową, odzież, cały dobytek. Organizowano dla nich miejsca w szkołach, szpitalach, ochronkach i klasztorach, zapewniano wyżywienie i pomoc medyczną. Część z nich decydowała się nawet na wyjazd na roboty do Niemiec, licząc, że w ten sposób uratują życie swoje i swoich rodzin. Wiedzieli, że nie ma już powrotu do spalonych wsi - mówił dr Popek.
Wystawa „Wołyń 1943. Ofiary, relacje, miejsca pamięci” będzie prezentowana na placu Litewskim, obok budynku Poczty Głównej w Lublinie, do 31 lipca. Ekspozycja poprzez dokumenty, fotografie, relacje świadków i osobiste historie ofiar przypomina o tragedii, która przez dziesięciolecia pozostawała nie w pełni udokumentowana, a wielu zamordowanych do dziś nie doczekało się godnego pochówku.