To właśnie tutaj rozpoczęła się fala protestów, która pokazała słabość komunistycznej władzy i stała się zapowiedzią wydarzeń, które doprowadziły do powstania największego ruchu społecznego w historii Polski.
- W lipcu 1980 roku niewiele wskazywało na to, aby miały wybuchnąć tak masowe protesty i to jeszcze tu, na Lubelszczyźnie. Tymczasem tutaj wybuchła lawina strajków - podkreśla dr Robert Derewenda, dyrektor IPN w Lublinie.
Dlaczego Lublin?
Zdaniem historyka Lubelszczyzna była miejscem szczególnym. Region miał silne tradycje niepodległościowe, działało tu polskie państwo podziemne, po wojnie funkcjonował Katolicki Uniwersytet Lubelski, a środowiska akademickie przenikały się z robotniczymi.
- Lublin był nie tylko silnym ośrodkiem robotniczym, ale również bardzo poważnym ośrodkiem akademickim. To wzajemne funkcjonowanie robotników i inteligencji musiało się przenikać. Były tutaj oazy wolności, jak choćby Katolicki Uniwersytet Lubelski - mówi dr R. Derewenda.
Fala protestów całkowicie zaskoczyła komunistyczne władze. Choć udało się ją ograniczyć do regionu, rządzący nie dostrzegli, że podobne nastroje bardzo szybko ogarną całe państwo.
- Gdyby komuniści zrozumieli to, co wydarzyło się na Lubelszczyźnie, mogliby przewidzieć sytuację, jaka miała miejsce w sierpniu 1980 roku. Można powiedzieć, że Solidarność została wyprzedzona właśnie tutaj - poprzez Lubelszczyznę i strajki, jakie miały miejsce w całym regionie - ocenia historyk.
Nowa jakość protestu
Lubelski Lipiec różnił się od wcześniejszych robotniczych protestów i strajków z 1956, 1970 czy 1976 roku. Protestujący wyciągnęli wnioski z tragicznych doświadczeń poprzednich dekad.
- Robotnicy są doskonale zorganizowani. Nie wychodzą palić komitetów PZPR. Walczą o konkretne prawa, spisują postulaty, tworzą straż robotniczą i chronią zakłady przed prowokacjami - wyjaśnia dr R. Derewenda.
Jak dodaje, był to początek nowej formy oporu.
- Są to protesty pokojowe, preludium działań opartych na obywatelskim nieposłuszeństwie, a nie otwartej konfrontacji z władzą komunistyczną - dodaje dr R. Derewenda.
W przeciwieństwie do wydarzeń Grudnia '70 komunistyczne władze nie zdecydowały się na użycie siły. Według dyrektora lubelskiego IPN był to efekt słabnącego systemu.
- Komuniści po pielgrzymce Jana Pawła II w 1979 roku zobaczyli naród, którego nie udało się zateizować ani podporządkować. Zrozumieli, że są władzą narzuconą i utrzymują się jedynie dzięki sile Związku Sowieckiego oraz aparatu Służby Bezpieczeństwa - mówi.
Władza nie była jeszcze przygotowana do otwartej rozprawy z robotnikami.
- To nie był moment, kiedy komuniści byli gotowi do konfrontacji. Sam generał Wojciech Jaruzelski potrzebował jeszcze wielu miesięcy, aby skonsolidować partię, wojsko i milicję przed wprowadzeniem stanu wojennego - zauważa dr R. Derewenda.
Czy bez Lubelskiego Lipca doszłoby do Sierpnia '80? Zdaniem dr. Derewendy historia nie jest tak prosta.
- Wszystkie te procesy wzajemnie się uzupełniały i przenikały. Trudno wyobrazić sobie rok 1980 bez Grudnia '70, Radomia, Ursusa czy Lubelskiego Lipca. To właśnie one stworzyły fundament pod dziesięciomilionowy ruch Solidarności – tłumaczy dr R. Derewenda.
Jak podkreśla, lokalne protesty pozwalały wyłonić liderów, którzy później budowali struktury związku zawodowego w całym kraju.Istotną rolę odegrał również Kościół.
- Trudno wyobrazić sobie powstanie Solidarności bez Kościoła. Polacy czuli się tam wolni. Walczyli bez broni – słowem, odwagą i obywatelskim nieposłuszeństwem - zaznacza historyk.
Dodaje, że komunistyczna propaganda coraz wyraźniej przegrywała z rzeczywistością.
- Społeczeństwo żyło własnym życiem, a o komunistach mówiło jako o kimś obcym. Prawdziwą przestrzenią wolności był Kościół. Taką rolę rozumiał także Prymas Stefan Wyszyński, który był nie tylko przywódcą duchowym, ale również mężem stanu - dodaje dr R. Derewenda.
Lekcja dla współczesnych
Zdaniem dr. R Derewendy najważniejszym przesłaniem Lubelskiego Lipca’80 jest przekonanie, że Polacy potrafią zmieniać bieg historii.
- Jesteśmy podmiotem. To nie ktoś przyniósł nam wolność. Solidarność zapoczątkowała proces, który doprowadził nie tylko do wyzwolenia Polski spod komunizmu, ale również do upadku Muru Berlińskiego, wyzwolenia Europy Środkowo-Wschodniej i rozpadu Związku Sowieckiego. Ostatecznie Polacy okazali się zwycięzcami XX wieku - podkreśla.
Za zakończenie Lubelskiego Lipca przyjmuje się 25 lipca 1980 roku. Władze zgodziły się wówczas na część postulatów robotników, jednak - jak zaznacza historyk - nie były już w stanie zatrzymać rodzącego się ruchu społecznego.
- Liderzy strajków stali się później autorytetami, wokół których budowano struktury Solidarności i opozycji przez całe lata 80 - dodaje dr R. Derewenda.
Po latach wielu uczestników protestów spotkały represje, utrata pracy i trudna sytuacja materialna. Zdaniem dr. R. Derewendy nie wszyscy doczekali się należnego uznania.
- Największą cenę za polską wolność zapłacili ci, którzy o nią walczyli. Wielu robotników było represjonowanych, a później boleśnie odczuło również przemiany po 1989 roku. To im należy się pamięć i wsparcie państwa, bo prawdziwymi bohaterami byli działacze Solidarności, a nie ci, którzy służyli komunistycznemu aparatowi represji - podsumowuje.
O wydarzeniach Lubelskiego Lipca’80 Małgorzata Oroń rozmawiała z dr. Robertem Derewendą. POSŁUCHAJ!