Ogromny pożar wybuchł w środę w południowo-zachodniej Francji i błyskawicznie wymknął się spod kontroli. Jak informują lokalne władze, z zagrożonych terenów na zachód od Bordeaux ewakuowano już ponad 20 000 mieszkańców i turystów. W akcji gaśniczej bierze udział około 800 strażaków, wspieranych przez setki żandarmów i żołnierzy. Od samego początku w operacji uczestniczą również samoloty gaśnicze.
Według wstępnych ustaleń urzędników i relacji mieszkańców, ogień najprawdopodobniej został zaprószony przez maszynę do oczyszczania zarośli. Żywioł pochłonął już 3400 hektarów gęstego lasu sosnowego.
Pożar zagraża turystycznemu rajowi
Ogień, który rozpoczął się w miejscowości Saumos, szybko przesuwa się w kierunku popularnego kurortu Lège-Cap-Ferret. Region ten, znany z malowniczych wydm, ścieżek rowerowych i restauracji serwujących ostrygi, jest ulubionym miejscem wypoczynku wielu francuskich gwiazd. Jak dotąd płomienie zniszczyły trzy domy i jedną przyczepę kempingową, jednak na szczęście nie odnotowano żadnych ofiar w ludziach. Unia Europejska, w odpowiedzi na prośbę Francji o pomoc, wysłała na miejsce trzy dodatkowe samoloty gaśnicze.
"Pogoda nie jest po naszej stronie"
Sytuację pogarszają ekstremalne warunki atmosferyczne, które od maja nawiedzają Francję. Kraj zmagał się już z trzema falami upałów, które przyczyniły się do śmierci tysięcy osób, wysychania rzek i powstawania pożarów.
Pogoda nie jest po naszej stronie. Mamy temperatury powyżej 30 stopni Celsjusza, a wiatr, który zmienił kierunek na wschodni i północno-wschodni, jest dość silny – powiedział burmistrz Lège-Cap-Ferret, Philippe de Gonneville.
Tragiczny bilans i wyczerpanie strażaków
Walka z żywiołem jest niezwykle wyczerpująca i niebezpieczna. W tym tygodniu, podczas gaszenia innego pożaru w pobliżu lotniska w Bordeaux, zginęło dwóch strażaków. Związki zawodowe strażaków alarmują o braku wystarczających zasobów i skrajnym zmęczeniu załóg. Tylko w 2022 roku pożary we Francji zniszczyły 30 000 hektarów lasów, zmuszając do ewakuacji około 50 000 osób.