Dzięki pomocy sióstr Nazaretanek i wsparciu mieszkańców wreszcie mogą poczuć się bezpiecznie.
- Kiedy dotarłyśmy do Krakowa, czułyśmy niezwykłą opiekę. Poczułam się jak królowa, bo to było iść królewskie przyjęcie. Otrzymałyśmy jedzenie i odzież. Do dzieci wezwany został lekarz, zakupiono nam też niezbędne leki. Dziękuję Bogu, dziękuję wszystkim - opisuje jedna z matek.
Matki wraz z dziećmi granicę przekroczyły specjalnie zorganizowanym pociągiem. Prezydent Ukrainy, jeszcze zanim wybuchła wojna, nominował specjalną osobę, która z ramienia rządu miała zająć się przesiedlaniem różnych instytucji państwowych, w tym domów samotnych matek.
Kobiety wraz z dziećmi ogromne wsparcie otrzymują od krakowskiej społeczności.
- To jest niesamowite. Odzew jest ogromny. Ludzie przynoszą nam dosłownie wszystko. Od jedzenia po łóżeczka czy materace - mówi s. Dorota Gnutek ze zgromadzenia Nazaretanek.
- Od kilku miesięcy w Domu Samotnej Matki przy ul. Przybyszewskiego prowadziliśmy prace remontowe. Mając na uwadze to wszystko co się dzieje, potrzeba przyjmowania uchodźców, my przyspieszyliśmy z pracami. Stąd w przeciągu dwóch tygodni zrobiliśmy wszystko, aby ten dom mógł funkcjonować i to nam się udało - mówił ks. Paweł Gałusza, dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Rodzin w Krakowie.
W najbliższych dniach do ośrodka na ul. Przybyszewskiego trafią kolejne dwie matki i kolejna dwójka dzieci.