Szacuje się, że dotychczas do Zakopanego dotarło ok. 2,5-3 tys. uchodźców. Część z nich to rodziny Ukraińców pracujących pod Giewontem od dłuższego czasu. Większość jednak, to ludzie, którzy są w polskich górach po raz pierwszy. Większość zapowiada, że jeśli wojna na Ukrainie się skończy, wrócą do swojego kraju. Jednak są i tacy, którzy deklarują, że chcą tu zostać, bo nie mają już do czego wracać.
Coraz więcej uchodźców zaczyna szukać pracy pod Giewontem.
- Zgłaszają się do naszego urzędu już tacy ludzi, pytają jak się mogą zarejestrować, czy znajdą jakaś pracę. Obecnie jednak w Zakopanem jest po sezonie turystycznym, więc pracy jest mniej – mówi Andrzej Buńda z Powiatowego Urzędu Pracy w Zakopanem.
Miejscowi przedsiębiorcy chcą pomóc Ukraińcom – w pierwszej kolejności zapewniają im dach nad głową. Ale pojawiają się także obietnice, że jeśli nie będą on mogli wrócić do swojego kraju, znajdzie się praca dla nich w górach.
- Już widzimy taki zjawisko, że pracujący w Zakopanem Ukraińcy, którzy są tutaj od lat, dzielą się swoimi godzinami z przybyłymi uchodźcami. Świadomie rezygnują z godzin pracy, a tym samym z części swojej pensji. I o ciekawe, robią to na rzecz ludzi, których w ogóle nie znają, którzy nie raz są z zupełnie innej części Ukrainy, albo nawet posługują się językiem rosyjskim – mówi Karol Wagner z Tatrzańskiej Izby Gospodarczej.
Obecnie przedsiębiorcy z Podhala przygotowuje do pracy kilkudziesięciu nowych pracowników. Jest to jednak kropla w morzu potrzeb uchodźców.