- Taki problem mamy nie tylko my, ale i inne samorządy w Polsce. Jest on spowodowany, nie ma co ukrywać, dodatkiem węglowym. W tej sytuacji mieszkańcy, którzy pewnie byli bliżej innego źródła ciepła, zdecydowali się na węgiel. Mówię to z lekkim przymrużeniem oka. Prawdą jest, że mamy do czynienia z falą korekt deklaracji do Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków – mówi Roman Krupa, wójt gminy Kościelisko.
I dodaje, że korekty zaczęły się pojawiać zaraz po tym, jak rząd ogłosił, że zamierza wypłacić wszystkim ogrzewającym domy węglem po 3000 zł.
- Mamy po kilkadziesiąt osób dziennie. Składają korekty i w urzędzie i przez internet. Myślę, że w sumie to już kilkaset korekt na terenie naszej gminy – mówi wójt.
Niektórzy górale tłumaczą urzędnikom, że muszą zrobić korekty, bo… zapomnieli dopisać do pierwszej deklaracji piec. A ten przypadkiem jest opalany węglem... Podobny trend obserwują także inne urzędy pod Tatrami.