- 12 kwietnia jeden z pracowników TPN zauważył najpierw ślady na śniegu. Były to ślady dorosłego niedźwiedzia, a zaraz obok były malutkie ślady niedźwiadków. Wiadomo więc stało się, że to niedźwiedzica z dwóją małych. Potem po kilkudziesięciu minutach obserwacji przez lornetkę udało mu się na żywo zobaczyć tą niedźwiedzią rodzinę – mówi Marin Nędza-Chotarski, leśniczy z rejonu Hali Gąsienicowej w Tatrach.
Niedźwiedzie wyszły z gawry, którą miały w rejonie Doliny Pańszczycy. Na razie niedźwiedzica z małymi wyszła z gawry i będzie żerowała w rejonie Pańszczycy. Dopóki niedźwiedzie nie opuszczą tego rejonu, TPN zdecydował się zamknąć ten rejon dla turystów. Do odwołania zamknięty jest zielony szlak ze schroniska Murowaniec na Hali Gąsienicowej do Równi Waksmundzkiej.
- Na razie ciężko powiedzieć jak długo to zamknięcie może potrwać. Nasi pracownicy obserwują tą niedźwiedzicę, oczywiście z większej odległości. Nie chcemy jej płoszyć i straszyć. Spotkanie z człowiekiem dla niedźwiedzicy to ogromny stres – mówi leśniczy.
W sytuacja pojawianie się człowieka na drodze niedźwiedzia, a w szczególności między niedźwiedzicą a małymi, może zakończyć się atakiem niedźwiedzica, która będzie broniła swoich dzieci.