- Trochę z niepokojem patrzmy na to co się może dziać. Ale w dalszym ciągu pozostajemy optymistyczni. Tam naprawdę może tylko apelować, by ci którzy mają zamiar, mogą i planują swój urlop, by robili rezerwacje wcześniej – mówi Agata Wojtowicz z Tatrzańskiej Izby Gospodarczej.
I dodaje, że rezerwacje wakacyjne spływają. Jednak nie jest to aż w takiej ilości jak w latach ubiegłych. Zajętych może być już ok. 50 proc. miejsc. Przy czym są ośrodki – głównie te droższe, w ugruntowaną marką, które np. na okres sierpnia mają już wynajęte niemal wszystkie miejsca.
Karol Wagner z zarządu TIG dodaje, że przed tym wakacjami powoli wraca tendencja, że goście zaczynają rezerwować z większym wyprzedzeniem.
- O ile w ostatnich miesiącach okno rezerwacyjne to było siedem dni, teraz są rezerwacje już z 60-dniowym wyprzedzeniem. Przed pandemią na okres wakacji normą było wyprzedzenie 90-dniowe – mówi.
Niestety, mocno skraca się długość pobytu. Większość przyjazdów będzie na krótsze, kilku dniowe pobyty. Wyjazdy dłuższe – 7-dniowe to rzadkość, a o 14-dniowych nie ma już w ogóle co mówić.
Tymczasem te wakacje to ostatnia szansa na wydanie bonu turystycznego. Ten obowiązuje do końca września. Tymczasem nadal ponad 1 milion bonów nie zostało w ogóle aktywowanych.
Ceny wakacyjnych pobytów praktycznie nie zmieniły się w stosunku do ubiegłych lat. Wciąż turyści mogą znaleźć miejsce pod Giewontem za 50-60 zł za osobę za noc.