- Gołym okiem widoczne jest przyspieszenie akcji szczepień. Biorąc pod uwagę, że jeszcze niedawno, bo 4 tygodnie temu, szczepiliśmy maksymalnie nieco ponad 20 osób, to teraz tygodniowo szczepimy około 160-180 osób. Na ogół są to ludzie po 40 roku życia. Młodsza część naszego społeczeństwa jeszcze nie bierze tego pod uwagę przyjmowania dawki przypominającej. Mamy też możliwość szczepienia personelu medycznego, na co jesteśmy przygotowani. Sądzę natomiast, że jesień przyniesie duże zmiany w nastawieniu i wszyscy zaczną się intensywnie przygotowywać do okresu sezonowych zachorowań - mówi lek. Jerzy Toczek, koordynator akcji szczepień w powiecie tatrzańskim.
Jak dodaje lekarz, wszystkie choroby infekcyjne, wirusowe i bakteryjne przyspieszają, gdy za oknem zaczynają się chłodniejsze dni. Plucha, zimno, spadek naszego napędu życiowego, który często wiąże się z fluktuacją naszej odporności - to okres sprzyjający infekcjom. Pozostajemy w pomieszczeniach zamkniętych, częściej się przegrzewamy i częściej chorujemy. Zresztą podobnie bywało w przypadku grypy, dlatego wiemy, że tak samo będzie w przypadku Sars-CoV-2.
- Najgorsze co nas może spotkać, to nałożenie się infekcji koronawirusa na infekcję grypową. Dlatego zachęcamy do zaszczepienia się przeciw koronawirusowi i grypie. Możemy się szczepić nawet w tym samym dniu. Zgodnie z zaleceniami wirusologów i tymi ministerialnymi nie ma ku temu żadnych przeciwwskazań. Jednak jeśli ktoś jest wyczulony, to może odłożyć szczepienie. Sugeruję jednak, aby przerwa nie trwała dłużej niż 2-4 tygodnie – dodaje lekarz.