Porodówka została zawieszona pod koniec listopada 2021 roku. Wówczas zapadła decyzja, że na części oddziału ma zostać utworzony oddział covidowy. Ten jednak – decyzją wojewody małopolskiego – przestał istnieć 31 marca. Jednak 1 kwietnia oddział ginekologiczno-położniczy nie ruszył 1 kwietnia.
Położne pracujące na oddziale do 31 marca były oddelegowane do pracy na oddziale covidowy. Jednak do końca tego okresu nie wiedziały, czy porodówka ruszy czy nie. W czwartek dostały informację, że mają się stawić w piątek w pracy. Do sprzątania oddziału.
Położne mają za złe dyrekcji szpitala, że traktuje ich źle, nie informuje o planach.
- Wszystko jest na ostatnią chwilę. Traktuje się nas jak zło konieczne – mówiła Ewa Sieczka, położna z 32-letnim stażem.
Położne boją się, że dyrekcja chce całkowicie zlikwidować oddział, choć jak dowodziły na pikiecie, jest to oddział, który ma pełnie obłożenie.
W pikiecie przed szpitalem wzięło udział kilkanaście położnych i pielęgniarek neonatologicznych. Wsparli je członkowie rodzin. Mieli przygotowane transparenty przeciwko likwidacji oddziału.
Na pikietę przyjechała także Jagna Marczułajtis-Walczak, posłanka Koalicji Obywatelskiej, rodem z Poronina. Zapowiedziała, że wystąpi do Najwyższej Izby Kontroli o doraźną kontrolę w szpitalu, na oddziale ginekologiczno-położniczym.
Do pikietujących nie wyszedł nikt z dyrekcji. Potem, na spotkaniu z dziennikarzami, dyrektor Regina Tokarz dziwiła się reakcji położnych. Mówiła, że nie ma planów likwidacji oddziału. Dodała, że niedawno był on remontowany.
Zapowiedziała, że oddział ginekologiczny wznowi działalność w poniedziałek 4 kwietnia. Ale tylko w części ginekologicznej. Porodów nadal nie będzie. Te zostaną przywrócone, gdy szpitalowi uda się zatrudnić lekarz neonatologów. Regina Tokarz uważa, że uda się wznowić pracę oddziału do świąt Wielkiej Nocy.