Strażnicy miejscy od kilkunastu lat odwiedzali pewną parę, która mieszkała na terenie działek przy ulicy Olbrachta na Woli. Jak wiele osób dotkniętych kryzysem bezdomności, ludzie ci utrzymywali się ze zbierania puszek i innych przedmiotów, których pozbywali się mieszkańcy dzielnicy. Potem pan Kazimierz sprzedawał je za niewielkie kwoty na wolskich bazarach. Szczególnie upodobał sobie książki. Uwielbiał je czytać i dziwił się, że ludzie je wyrzucają. Czytał przy lampie naftowej, bo elektryczności w altanie nie było.
Pan Kazimierz uwielbia też ptaki. Mieszkając na działkach, robił dla nich budki i karmniki. Ze znalezionych kawałków skrzynek i desek wykonał dziesiątki domków. Część z nich rozdał, inne powiesił na drzewach a zimą dokarmiał skrzydlatych przyjaciół resztkami jedzenia. Parę odwiedzali zarówno strażnicy miejscy jak i streetworkerzy, pracownicy ośrodka pomocy społecznej oraz Caritas Polska. W niewielkim drewnianym domu zawsze było czysto i schludnie, widać było, że jego mieszkańcy czują się ze sobą dobrze. Może dlatego nie chcieli się zgodzić, by strażnicy pomogli im w staraniach o mieszkanie socjalne.
Kilka lat temu towarzyszka pana Kazimierza zmarła. Został w altanie sam ze starym psem. Później przyszła epidemia Covid-19. To był dla osób w kryzysie bezdomności szczególnie trudny okres. Wówczas strażnicy miejscy zaczęli przypominać panu Kazimierzowi, że mogą mu pomóc w pozyskaniu lokalu socjalnego. Już wcześniej pomogli w ten sposób pewnej bezdomnej parze. Dzięki zaangażowaniu strażników miejskich, pomocy pracowników socjalnych z OPS przy Karolkowej, pracowników wolskiego ZGN i szeregu dobrych ludzi, udało się po długich staraniach znaleźć niewielki, bo niespełna 20-metrowy, lokal socjalny na Woli. Mieści się on w przedwojennej kamienicy i wcześniej nikt nie był nim zainteresowany. Wymagał jednak remontu. Na prośbę i za wstawiennictwem strażników miejskich ZGN wyremontował lokal oraz zamontował w nim kabinę prysznicową, dwupalnikową kuchenkę elektryczną i szafkę ze zlewem.
Strażnicy miejscy pomogli przewieźć rzeczy, które mężczyzna zgromadził w altanie. Jeden z funkcjonariuszy podarował mężczyźnie używany regał, stół i szafki, które strażnicy przetransportowali z Brwinowa. Gdy w lokalu podłączono elektryczność, pan Kazimierz mógł się wprowadzić do mieszkanka. Teraz jeszcze pomogą mu w zdobyciu emerytury, bo w lutym osiągnął wiek emerytalny. Kiedy będzie ją miał, da sobie radę.