Samorząd województwa lubuskiego jako pierwszy w kraju zdecydował się przeznaczyć środki finansowe na działania mające ograniczyć populację szopa pracza. Na realizację programu zabezpieczono 200 tys. zł. Władze regionu wskazują, że choć zwierzę często budzi sympatię swoim wyglądem, jego obecność ma poważne konsekwencje dla rodzimych gatunków.
W ślad za inicjatywą samorządu mają pójść działania ogólnokrajowe. Zapowiedziano uruchomienie jeszcze w tym roku ministerialnego programu wsparcia dla samorządów i organizacji zajmujących się zwalczaniem inwazyjnych gatunków obcych. Na ten cel resort klimatu planuje przeznaczyć 40 mln zł.
Polecany artykuł:
Według przyrodników największe straty powodowane przez szopa pracza dotyczą populacji ptaków. Zwierzę plądruje gniazda, wyjadając jaja i pisklęta, przez co negatywnie wpływa na bioróżnorodność. Naukowcy podkreślają, że podobne problemy od lat obserwowane są w Niemczech, gdzie liczebność tego gatunku osiągnęła już bardzo wysokie poziomy.
Specjaliści alarmują również, że Polska nadal nie posiada kompleksowej strategii zarządzania inwazyjnymi gatunkami obcymi. Ich zdaniem konieczne jest przejście od debat i analiz do konkretnych działań opartych na wiedzy naukowej oraz długofalowym planowaniu.
Skala problemu stale rośnie. Jak wskazują przedstawiciele Polskiego Związku Łowieckiego, w województwie lubuskim każdego roku eliminuje się już ponad 10 tys. osobników szopa pracza. Dla porównania jeszcze pięć lat temu liczba ta była około dziesięciokrotnie niższa. Coraz częściej pojawiają się także zgłoszenia dotyczące obecności tych zwierząt na terenach miejskich i podmiejskich.