Zimą, gdy rząd wprowadził zakaz serwowania posiłków w lokalu, na Podhalu trzy restauracje wyłamały się i oficjalnie wznowiły swoją działalność. To m.in. Schronisko Bukowina w Bukowinie Tatrzańskiej, Kawiarnia Jaga i Karczma Góraleczka w Zakopanem. Każdy z lokali od początku musiał liczyć się z licznymi kontrolami policji, sanepidu i innych służb. A także z karami, jakie groziły za otwarcie się mimo zakazów. Teraz już wiemy, że jeden z lokali - Kawiarnia Jaga - nie przetrwał. Właściciel Jagi z początkiem czerwca zamknął lokal. Nie miał pieniędzy na dalsze funkcjonowanie. Bankructwo nie zatrzymało jednak spraw sądowych. Właścicielowi Jagi nadal grożą kary z Sanepidu - na 20 i 30 tys. zł. Sprawy toczą się w sądzie. Druga restauracja - Karczma Góraleczka - działa, choć właściciel spać spokojnie nie może. Nadal grozi mu do 270 tys. zł kar ze strony sanepidu. To suma kilku postępowań przez sanepid. Szampana otworzyć mogli jak na razie jedynie właściciele restauracji Schronisko Bukowina w Bukowinie Tatrzańskiej. Kilka dni temu odebrali oni informację, że zakopiański sanepid umorzył pięć postępować prowadzonych po kontrolach w restauracji. Teraz restauratorzy w Zakopanem jak i wszyscy żyjący z turystyki mają czas na zarobienie. Jednak wielu już zaczęło się obawiać, że czwarta fala pandemii przyniesie kolejny lockdown.
Podhale. Restauracje, które złamały zakaz w czasie lockdownu. Jak zakończyły się ich sprawy z sanepidem?
2021-07-21
9:07
W jednej restauracji otworzyli szampana, innej nadal grozi kara do 270 tys. zł, a kolejna zbankrutowała, choć nadal może dostać karę. Taki los spotkał trzy zakopiańskie restauracje, które w lockownie otworzyły się mimo rządowych zakazów. Jak się potoczyły ich losy?
Posłuchaj materiału o restauracjach pod Giewontem: