Od początku świąt po polskiej stronie Tatr doszło do kilkunastu wypadków, w których na szczęście nikt nie zginął. Najpoważniejszy wydarzył się we wtorek popołudniu. 30-letnia turystka spadła z Koziego Wierchu. W ciężkim stanie została przetransportowana śmigłowcem do szpitala w Krakowie. W górach jest bardzo ślisko - ostrzega Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe. - Warunki są bardzo zdradliwe. Ostatnie ocieplanie sprawiło, że pokrywa śniegowa została przelana i przemoczona. Potem przyszedł mróz i ten śnieg jest zbetonowany i bardzo twardy. Jeden mały błąd wystarczy do tego, żeby doszło do tragedii - mówi Andrzej Marasek, ratownik dyżurny TOPR. We wtorek wieczorem służby zostały też zaalarmowane przez turystów, którzy... utknęli nad Morskim Okiem! 45 osób zbyt późno rozpoczęło powrót ze schroniska na dół. Gdy zastał ich zmrok, a żaden góralski wóz konny już na nich nie czekał, wędrowcy spanikowali i powiadomili służby - od policji przez straż pożarną aż po Urząd Wojewódzki w Krakowie. Na miejsce przyjechały dwa radiowozy policji. Mundurowi zabrali ze sobą jedynie rodziny z małymi dziećmi. Pozostałym turystom nic nie dolegało. Musieli wracać z Morskiego Oka o własnych siłach.
Tragiczny bilans świąt w Tatrach - nie żyją trzy osoby
2017-12-27
10:23
We wtorek w Tatrach Słowackich, w rejonie Chaty Teryego, zginął 25-letni polski turysta. Mężczyzna poślizgną się i spadł z dużej wysokości. W czasie świąt w tym samym miejscu śmierć poniosło także dwoje turystów z Czech, a na Sławkowskim Szczycie zginął Słowak.