O stracie dziecka da się rozmawiać...

11-10-2016

Konferencja o tej tematyce, adresowana do rodziców po stracie, ale nie tylko do nich, odbyła się w sobotę w Szczecinku

Podziel się ze znajomymi
Wśród prelegentów konferencji "O stracie da się rozmawiać" był o. Piotr Włodyga OSB
Wśród prelegentów konferencji "O stracie da się rozmawiać" był o. Piotr Włodyga OSB | www.koszalin.gosc.pl
„O stracie da się rozmawiać” to temat konferencji, jaka na tydzień przed Dniem Dziecka Utraconego dobyła się w Szczecinku. Adresowana była do rodziców po stracie dziecka w różnych okolicznościach: poronienia, choroby czy samobójstwa. Swoim doświadczeniem podzieliły się Dorota Wiśniewska i Anna Suchomska ze Wspólnoty Rodziców po Stracie Dziecka z Gdańska. Od 7 lat prowadzą tam grupę wsparcia.

Anna Suchomska tłumaczyła, że inaczej stratę dziecka przeżywa kobieta, a inaczej mężczyzna. Niezrozumienie tych różnic może nawet doprowadzić do rozpadu małżeństwa. Dzieje się tak w około 70 procentach przypadków.
"Te różnice trzeba znać i zrozumieć. Kobiety przeżywają żałobę bardziej emocjonalnie, chcą mówić o tym, co się stało, płaczą, potrzebują wyrażenia swoich uczuć. Mężczyźni zamykają się w sobie,  zgodnie z panującym wzorcem społecznym 'prawdziwy mężczyzna nie płacze'. Mężczyźni więc dają upust bólowi w ukryciu. Poza tym jedno z małżonków może być na innym etapie żałoby niż drugie. Przeżycie żałoby możliwe jest tylko wtedy, jeśli małżonkowie będą o tym ze sobą rozmawiać" - wyjaśniła Anna Suchomska, także mama po stracie dziecka.

Potwierdziła to także psycholog Violetta Południak z koszalińskiego Stowarzyszenia „Młodzi Młodym”" "Każdemu wydaje się, że jego cierpienie jest największe. Zamknięcie się w swoim bólu, bez zwracania się do współmałżonka, powoduje, ze małżonkowie oddalają się od siebie i związek się rozpada".

Psycholog tłumaczyła też, jak możemy pomóc rodzicom po stracie dziecka w wyniku jego samobójstwa. "W przypadku rodziców, których dziecko samo odebrało sobie życie, poczucie winy jest gigantyczne. Badania naukowe wykazały, że wychodzenie ze stanu żałoby po śmierci samobójczej dziecka, może trwać latami"- tłumaczyła psycholog. Jej zdaniem, najważniejsze, żeby wspierać tych rodziców swoją obecnością, dać im możliwość wyrażenia swoich uczuć, w tym także żalu do siebie, czy do dziecka, które zachowało się nieodpowiedzialnie. Ważne, by słuchać i być też tak zwyczajnie przy osieroconych rodzicach, pomagając w codziennych obowiązkach- sprzątaniu, gotowaniu, odprowadzeniu innych dzieci do szkoły.

Na te formy pomocy zwróciła uwagę także Dorota Wiśniewska z gdańskiej wspólnoty. "Problem polega na tym, że na początku jest wielu ludzi, którzy się nami interesują, ale po miesiącu zaczyna robić się wokół nas pustynia. A my właśnie wtedy wychodzimy z szoku i potrzebujemy zwykłej, codziennej pomocy. W takich chwilach np. nie ma się zupełnie głowy do gotowania. Wszystko nam jedno, czy rodzina ma co jeść, czy nie. Do takiego domu wystarczy nieraz pójść po prostu z garnkiem zupy. Jaka to jest pomoc..." - przekonywała Dorota.

Na pytanie „Gdzie w tym wszystkim jest Bóg?” odpowiedzi szukał o. Piotr Włodyga, benedyktyn, trener komunikacji, prowadzący grupy wsparcia dla rodziców po stracie dziecka w Słupsku i w Koszalinie oraz "Szkołę dla rodziców".

O. Włodyga zwrócił uwagę, że my czasami chcąc pomóc rodzicom po stracie dziecka, tak naprawdę chcemy ich "uśmierzyć", żeby nie krzyczeli, nie płakali, żeby stali się "normalni", żeby byli "statystyczni" To wynika z naszej bezradności. A uczucia, które pojawiają się w wyniku straty, są po prostu czymś, z czym trzeba się skomunikować. Rozpacz jest czymś zdrowym. To brak odczuwania czegokolwiek jest dziwny i chory" - mówił duchowny. Dlatego próby uspokajania na siłę osoby przeżywającej ból po stracie dziecka nie mają sensu.

Dorota Wiśniewska z gdańskiej wspólnoty, odwołując się także do własnych doświadczeń po śmierci 13-letniego syna, podała przykłady konkretnych zwrotów, których, jak podkreśliła, używać wręcz nie wolno. Najgorsze, co można powiedzieć to: "Masz anioła w niebie", "On jest już szczęśliwy", "Bóg tak chciał", "No już nie płacz", "Czas zagoi rany", "Jeszcze będziesz miała dziecko", "Weź się w garść".
"My nie mamy wziąć się w garść, ale właśnie wypłakać, wykrzyczeć ten ból. Owszem, ja po latach już wiem, że czas jakoś leczy rany, ale nie wolno takich rzeczy mówić człowiekowi, który właśnie przeżywa żałobę" - podkreślała Dorota Wiśniewska.

O. Piotr Włodyga zwrócił uwagę na błąd, jaki często popełniają osoby wierzące, które chcą pomóc komuś bliskiemu, kto przeżywa dramat straty dziecka. "Zaczynamy bronić Pana Boga tak, jakby On tutaj nabroił i trzeba Go teraz tłumaczyć. Zapewniamy, że na pewno pomoże itd. Zaczynamy zajmować się Panem Bogiem, a nie człowiekiem, który potrzebuje naszej pomocy" - mówił benedyktyn.

W jaki sposób Pan Bóg jest obecny w cierpieniu? "Śmierć dziecka to jedna z najgorszych rzeczy, jaka może się człowiekowi przydarzyć. To ogromne cierpienie, które, jak każde cierpienie, samo w sobie jest siłą niszczącą. Twierdzenie, że cierpienie uszlachetnia, jest bzdurą. To Bóg uszlachetnia. W nieskończoności cierpienia On jest właśnie w tym, że my przez nie przechodzimy, że znajdujemy siłę, która pozwala nam przetrwać" - wyjaśnił benedyktyn.

W Szczecinku rocznie dochodzi do koło 70 poronień. To oznacza, że dwa razy tylu rodziców dotyka dramat utraty dziecka. Według danych z Urzędu Stanu Cywilnego w Szczecinku indywidualnych pogrzebów od początku października ubiegłego roku do końca września tego roku było 9. Pozostałe ciała dzieci albo są chowane na koszt rodziców (co się prawie nie zdarza z racji nieznajomości przepisów) albo pozostawiane są (z różnych powodów) przez rodziców w szpitalu. Od 17 października 2015 roku ciała tych dzieci chowane są w zbiorowym grobie na Cmentarzu Komunalnym w Szczecinku. Do tej pory pochowano 10 dzieci. W najbliższą sobotę pogrzeb kolejnych kilkunastu dzieci. W województwie zachodniopomorskim dochodzi rocznie do koło 3,5 tysiąca poronień.

Jeśli chodzi o skalę samobójstw, to według danych z Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie rocznie w Szczecinku dochodzi do około 10 prób samobójczych wśród osób w wieku 15-24 lata. Te dane nie są kompletne, bo nie zawsze policja jest informowana o próbie samobójczej.

Konferencję „O stracie da się rozmawiać” zorganizowało Stowarzyszenie Civitas Christiana, Akcja Katolicka i Parafia Mariacka w Szczecinku.

Patronat medialny Radio Plus Koszalin i "Gość Niedzielny".

Alicja Górska


Dorota Wiśniewska ze Wspólnoty Rodziców po Stracie Dziecka z Gdańska
Anna Suchomska ze Wspólnoty Rodziców po Stracie Dziecka z Gdańska
Violetta Południak, psycholog, Stowarzyszenie Młodzi Młodym w Koszalinie
o. Piotr Włodyga, fragment konferencji

Komentarze


Na antenie Radia Plus

Wybierz miasto